Pages - Menu

poniedziałek, 26 lipca 2010

"Kapuściński Non-Fiction" Artur Domosławski

Wydawnictwo: Świat Książi
Rok wydania: 2010
Liczba stron: 608


Kapuściński przeczytany - HUUUURRA!


Przyznam szczerze, że zaczynałam już wątpić, czy ten dzień - ta ostatnia kropka, kiedyś nadejdą. Nie dlatego, że Kapuścińskiego nie lubię, bo lubię, nawet bardzo, w końcu mgr o nim i o jego książkach pisałam. Ja po prostu nie lubię, jak jakaś książka za długo siedzi w mojej torebce - leży na moim stoliku. Robi się wtedy tak monotonnie... coraz trudniej jest wracać... do tych samych słów, stylu i bohatera.


Książkę chciałam przeczytać już dawno, jednak zawsze z księgarni wychodziłam z czymś innym w ręku. Ale w końcu się udało - Kapuściński zagościł u mnie - w moim dość dużym pokoju na 1 piętrze. I choć z czytaniem różnie bywało (o czym w notatce niżej już było) - nie żałuję. A co więcej, p. Arturowi mówię - dziękuję!

Ale do sedna... do recenzji... Cieszę się, że w końcu ktoś napisał książkę o Ryśku - o człowieku z krwi i kości. O człowieku pełnym różnorodnych kolorów i kształtów - człowieku wybuchowym, władczym i dumnym. Cieszę się, że w końcu ktoś odpowiedział na wszystkie moje pytania, które gdzieś tam w mojej głowie powstały podczas pisania pracy mgr, a mianowicie - donosił, konfabulował, zdradzał... czy nie?

Najciekawszy, a zarazem najtrudniejszy, przynajmniej dla mnie, był fragment - rozdział opisujący Ryśka, jako kobieciarza... jako kochanka. Wzięło się to pewnie stąd, iż wszystkie jego biografie, jakie do tej pory przeczytałam skutecznie pomijały obrazy kobiet w jego życiu. Gdzieś tam podejrzewałam i nieśmiało dopowiadałam sobie, ale ta myśl, szybko uciekała, jako ta nie pasująca mi do piedestału, na który go wyniesiono. Rysiek? Nie... A jednak...

Podobnie, jak w przypadku żony Freuda, jestem pełna podziwu (?) dla p. Alicji, która kochała Ryśka do końca i... mimo wszystko. Nie wiem, czy ja bym tak potrafiła żyć. Czy w ogóle chciałabym tak żyć. Takich kobiet, tak oddanych i wiernych, jest dziś coraz mniej. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle...?

Jedno jest pewne, to za co cenię i szanuję Kapuścińskiego, po lekturze, nie zniknęło. I pewnie nigdy nie zniknie.

piątek, 16 lipca 2010

Kartka z podróży zwanej lenistwem

Żyję [OoooOOOoo ;-))] i mam się dobrze - tak jest! Czytać... czytam, ale zdecydowanie mniej, aniżeli do tej pory. A dlaczego? Ano, z racji wszechobecnego "wakacyjnego czasu" trochę lenistwa wkradło się do mojego życia, poza tym... upał odbiera mi energię, zapał i siły, których wystarcza mi jedynie na sen, pracę i... Czterech Pancernych ;-))

Kapuściński idzie mi, jak przysłowiowa krew z nosa - wolno [ba, nawet bardzo], ale do przodu. Po cichu jednak sobie myślę, że jest to zdecydowanie zbyt ciężka literatura, jak na temperaturę, która nam towarzyszy.