Pages - Menu

poniedziałek, 2 lutego 2026

Małe cuda codzienności

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 304

Nietuzinkowy sklep całodobowy to powieść o niezwykłych spotkaniach i drobnych gestach, które potrafią odmienić życie zwykłych ludzi...

Książka skupia się na małym, niepozornym sklepie całodobowym w Seulu, prowadzonym przez starszą panią Yeom. Pewnego dnia, dzięki pomocy bezdomnego mężczyzny, odzyskuje ona zagubione dokumenty, a poruszona jego historią zatrudnia go w sklepie. Dokko - choć sam zagubiony i milczący, zaczyna stopniowo wprowadzać w życie pracowników i klientów pozytywne zmiany. Daje ludziom otuchę, uczy ich odwagi i skłania do refleksji nad własnym życiem, nie narzucając się przy tym, ani nie oferując gotowych rozwiązań.

Każdy rozdział to krótkie historie kolejnych klientów sklepu i ich prywatne wyzwania, które w zetknięciu z dobrocią Dokko zaczynają się przeobrażać. Nie są to nagłe i spektakularne przemiany, lecz ciche, realistyczne zmiany w sposobie myślenia, i postrzegania własnego życia. Autor pokazuje, że nawet krótkie rozmowy, uważność i zwykła ludzka obecność mogą mieć znaczenie - czasem większe niż wielkie deklaracje czy dobre rady. Dzięki temu powieść ma spokojny, niemal terapeutyczny rytm, sprzyjający wyciszeniu i refleksji.

Ostatni rozdział zrobił na mnie szczególne wrażenie, ponieważ to w nim w sposób subtelny, autor związał losy bohaterów i pokazał, jak bardzo ich drobne gesty i przemiany wpłynęły na życie innych. To tam w pełni wybrzmiewa temat przewodni powieści - że dobroć, empatia i otwartość na drugiego człowieka mają realną moc przemiany, nawet jeśli zaczynają się od pozornie niewielkich chwil. Ten finał dodaje całości refleksyjnej głębi i sprawia, że historia zamyka się w sposób harmonijny, dając poczucie ukończenia i nadziei.

Choć książka nie wywołała u mnie efektu „wow”, to jednak - jej przyjemna, niosąca pozytywne przesłanie opowieść, pozostawia po sobie miłe uczucie.

niedziela, 1 lutego 2026

Między cierpieniem a nadzieją

Wydawnictwo: Tina J. Hyde
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 272

W oczach Rose to powieść, która przez większą część lektury potrafi naprawdę zaangażować emocjonalnie. Dialogi brzmią naturalnie, a tempo narracji sprawia, że kolejne rozdziały mijają szybko, bez poczucia znużenia. Autorka sprawnie buduje klimat, a relacje między bohaterami są wyraziste i wiarygodne. Sama Rose to postać, z którą łatwo się zżyć. Jej emocje i wątpliwości przedstawione są w sposób naturalny, dzięki czemu czytelnik bez trudu podąża za jej historią i chce wiedzieć, jak potoczą się jej dalsze losy. Jednocześnie Rose nie jest postacią idealną - jej słabości i momenty zagubienia sprawiają, że staje się autentyczna.

Po śmierci ojca świat Rose się rozsypuje - dom, który powinien być miejscem bezpiecznym, staje się źródłem strachu i bólu. Jej matka pogrąża się w alkoholizmie, tracąc kontrolę nad sobą i domową równowagą, a Rose zostaje praktycznie sama z narastającą traumą i odpowiedzialnością za własne życie. Fabuła książki skupia się na codziennej walce bohaterki o przetrwanie - nie tylko fizyczne, ale i emocjonalne. Rose pracuje, uczy się i próbuje ukrywać prawdę o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami - nawet przed najbliższymi. Jej nienaruszona na zewnątrz twarz kryje ogrom bólu i lęku, który staje się stałym elementem jej dnia. Kluczowy zwrot akcji następuje, gdy w szkole pojawia się Will - nowy uczeń, który inaczej patrzy na Rose i dostrzega więcej, niż ona sama chce pokazać światu. Ich relacja daje Rose pierwsze od dawna chwile wytchnienia i poczucie, że nie musi dźwigać wszystkiego w samotności. To właśnie dzięki niemu bohaterka zaczyna powoli uczyć się ufania innym i otwierania się na emocje, których wcześniej starała się unikać. 

Fabuła porusza trudne i ciężkie tematy: przemoc domową, alkoholizm, samotność młodej osoby oraz próby odnalezienia stabilności w świecie, który zdaje się nie oferować wsparcia. Jednocześnie to historia o nadziei, przyjaźni i pierwszej miłości, które - choć subtelne - mają moc uzdrawiania nawet najbardziej zranionych dusz. Rose uczy się, że pomoc i zrozumienie mogą przyjść z najmniej oczekiwanej strony, i że czasem jedno ludzkie spojrzenie potrafi zmienić czyjeś życie. 

Niestety, im bliżej finału, tym większe pojawia się poczucie niedosytu. Zakończenie okazało się, przynajmniej dla mnie, rozczarowujące. Szczególnie wątek związany z matką Rose, który w moim odczuciu, rozegrany został zbyt powierzchownie i bez odpowiedniego ciężaru emocjonalnego, na jaki zasługiwał. 

Dodatkowo "zgrzytało mi" nazewnictwo używane wobec postaci, które nie zawsze brzmiało spójnie w kontekście tego, co działo się w książce. Określenia takie jak „chłopak” w kontekście intymnej sytuacji, „dziewczyna” wobec przyjaciółki, a jednocześnie „kobieta” używane przy opisie matki, tworzyły drobne zgrzyty językowe i wybijało z rytmu czytania.

Mimo tych zastrzeżeń uważam, że W oczach Rose to książka zdecydowanie warta uwagi. Czytało mi się ją dobrze i z zaangażowaniem, a losy bohaterów potrafiły wywołać konkretne emocje. I choć nie wszystko zostało poprowadzone tak, jak bym chciała to książka naprawdę mnie wciągnęła i na pewno zapamiętam ją na dłużej.

czwartek, 29 stycznia 2026

Siła kobiety

Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 464

Lekcje chemii Bonnie Garmus to książka, która zachwyciła mnie od pierwszych stron i ani przez moment nie pozwoliła zwątpić w swoją wyjątkowość. To powieść inteligentna, błyskotliwa i odważna, a jednocześnie - niezwykle ciepła i poruszająca. Autorka stworzyła historię, która bawi, wzrusza i zmusza do myślenia, często jednocześnie.

Elizabeth Zott to bohaterka nietuzinkowa: bezkompromisowa, przenikliwa i niepasująca do świata, w którym przyszło jej żyć. Jej droga - zarówno naukowa, jak i osobista - jest pełna strat, niesprawiedliwości i walki o własny głos, ale też siły i determinacji. Garmus w mistrzowski sposób pokazuje absurd ograniczeń narzucanych kobietom, nie popadając przy tym w moralizatorstwo czy banał. Humor jest tu ostry, momentami wręcz ironiczny i doskonale równoważy ciężar poruszanych tematów.

Ogromnym atutem powieści są także postacie drugoplanowe oraz relacje rodzinne, przedstawione z dużą czułością i wyczuciem. Szczególne miejsce zajmuje Mad - dziewczynka niezwykle bystra i dojrzalsza niż wskazywałby jej wiek. To jedyny element, który budził we mnie lekkie wątpliwości: momentami jej dojrzałość wydawała się nieco zbyt dorosła. Traktuję to jednak bardziej jako zabieg literacki niż realną wadę - subtelną umowność świata przedstawionego.

Lekcje chemii to książka, która daje czytelnikowi coś znacznie więcej niż dobrą historię. To opowieść o odwadze bycia sobą, o stracie i miłości, o sile wiedzy i niezależności. Zostaje w głowie i w sercu na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Jestem nią naprawdę zachwycona i z pełnym przekonaniem polecam ją każdemu, kto szuka literatury mądrej, wyrazistej i napisanej z charakterem.

piątek, 23 stycznia 2026

W cieniu epidemii

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 352

Czarne lato skłania do refleksji nad kruchością bezpieczeństwa - które często bierzemy za pewnik, życia i siłą ludzkich uczuć w obliczu tragedii. To ciekawa lektura, zmuszająca do zatrzymania się nad tym, co naprawdę ważne - miłości, odwadze i nadziei nawet w najciemniejszych momentach.

Upalny czerwiec 1963 roku we Wrocławiu staje się tłem dla opowieści Czarne lato Katarzyny Drogi. Autorka w mistrzowski sposób łączy historyczne realia epidemii czarnej ospy z emocjonalnym życiem bohaterów - pokazując, jak w obliczu zagrożenia chorobą ludzie próbują zachować godność, nadzieję i uczucia. Historia doktor Alicji Surowiec, świeżo mianowanej szefowej szpitala epidemicznego, wciąga czytelnika od pierwszych stron - jej determinacja, odwaga i codzienna walka z niewidzialnym wrogiem stanowią serce powieści.

Książka pokazuje dramatyzm sytuacji, w której całe miasto zostaje odizolowane, a śmiercionośny wirus zbiera żniwo. Droga w realistyczny sposób ukazuje codzienność personelu medycznego i mieszkańców, napięcie, strach, niepewność, a także momenty nadziei i solidarności. Miłość, przyjaźń i człowieczeństwo pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach, dając czytelnikowi poczucie, że nawet w najtrudniejszych czasach życie potrafi przynieść ciepło i radość.

Styl autorki jest klarowny, a jednocześnie pełen plastycznych i sugestywnych opisów - od gorącego, letniego Wrocławia po wnętrza szpitala, w których każdy gest i decyzja mają ogromne znaczenie. Historia, choć osadzona w przeszłości, jest niezwykle aktualna - przypomina o poświęceniu i odwadze lekarzy, którzy walczyli z epidemią, często narażając własne życie - warto po nią sięgnąć.

Trzy szanse na wspomnienia

Wydawnictwo:
 Luna    
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 206

Od pierwszych stron historia Jiwon zauroczyła mnie swoją czułością, smutkiem i nadzieją, tak bardzo realną, że niemal mogłam poczuć jej ból i samotność...

Dziewczyna - Jiwon, która przez lata żyła w cieniu straty po śmierci matki, nagle dostaje szansę powrotu do przeszłości - i to aż trzykrotnie! Każda podróż do dawnych chwil nie jest dla nie łatwa, bo choć pozwala na próbę naprawienia błędów, pokazuje też, że nasze decyzje - nawet te najmniejsze - i emocje, mają swoje konsekwencje, a zmiana przeszłości nie zawsze jest tym, czego się spodziewamy.

Książka w sposób niezwykle sugestywny ukazuje, jak trauma i żałoba kształtują życie człowieka, a równocześnie, jak nadzieja, odwaga i miłość potrafią przywrócić sens i radość nawet w najtrudniejszych momentach. Song Yu-Jeong pięknie pokazuje, że nasze wspomnienia, nawet te bolesne, mają w sobie moc nauki i siłę uzdrawiania. To historia o cierpieniu, ale też o sile ducha i o tym, że czasem, by ruszyć do przodu, trzeba spojrzeć wstecz.

Autorka stworzyła świat księgarni tak sugestywny, że niemal czułam zapach starych książek i szept ich stron. Ten magiczny przybytek pełen wspomnień jest nie tylko tłem dla opowieści - staje się symbolem refleksji, szansy i odwagi, by spojrzeć na własne życie z dystansem i uczuciową głębią. Styl Song Yu-Jeong jest poetycki, lekki i pełen emocji, a jednocześnie autentyczny - dzięki temu czytelnik czuje się blisko bohaterki i jej doświadczeń. Autorka przypomina także, jak ogromną wartość ma obecność drugiego człowieka, rozmowa i wdzięczność okazywana tu i teraz. Lektura zostawia po sobie poczucie spokoju i potrzebę, by zatrzymać się na chwilę i docenić tych, którzy są obok nas.

Księgarnia wspomnień to powieść, która wciąga, wzrusza i zmusza do refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne. To historia, która zostaje w pamięci, a jej przesłanie o sile wspomnień, miłości i odwagi pozostaje długo po odłożeniu książki na półkę.

Żywe torpedy

Wydawnictwo: Demart
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 260

Polskie żywe torpedy to jedno z mniej znanych zagadnień naszej historii, a dokładniej - okresu tuż przedwojennego i samej kampanii wrześniowej. I choć temat co jakiś czas, powraca w różnych publikacjach, nadal nie wiadomo czy Wojsko Polskie rzeczywiście rozważało użycie torped, kierowanych przez "polskich kamikadze". 

Idea samobójczych ataków pojawiła się w Polsce w roku 1937, kiedy to pogarszające się relacje polsko-niemieckie, powodowały wzrost nastrojów politycznych. Pierwszym, który złożył ofertę samobójczej śmierci w walce był mat rezerwy Stanisław Chojecki z Katowic. Jednak dopiero 2 lata później, sprawa stała się głośna, gdy w maju 1939 roku jedna z największych gazet przedwojennej Polski - Ilustrowany Kurier Codzienny - opublikowała list otwarty trzech młodych warszawiaków: Władysława Bożyczki oraz Edwarda i Leona Lutostańskich, wzywający do zgłaszania się jako żywe torpedy. Ten medialny apel w bardzo krótkim czasie, spotkał się z ogromnym odzewem. Do redakcji prasowych, różnych organizacji paramilitarnych i społecznych, zaczęli zgłaszać się ochotnicy z całej Polski, gotowi oddać życie za ojczyznę. I co ciekawe, byli to nie tylko mężczyźni, ale również kobiety i osoby niepełnoletnie.

Wraz z napływem kolejnych deklaracji, sprawą zainteresowało się wojsko, które początkowo podchodziło do niej z dystansem, następnie formalnie przyjmowało deklaracje ochotników - do końca sierpnia 1939 roku odnotowano około 4700 zgłoszeń, w tym blisko 150 kobiet. Do dziś jednak nie ma jednoznacznych dowodów na to, by „żywe torpedy” kiedykolwiek miały zostać realnie użyte w walce.

Istotną wartością publikacji jest wnikliwa analiza dokumentów archiwalnych, materiałów prasowych oraz relacji świadków, dzięki której autorka konsekwentnie oddziela fakty od narosłych wokół tematu legend i propagandowych narracji okresu przedwojennego. Na szczególną uwagę zasługuje także ukazanie moralnych i psychologicznych wymiarów tego zjawiska - społecznej desperacji, roli prasy w kształtowaniu nastrojów oraz dramatycznych wyborów ludzi stających w obliczu nieuchronnej wojny.

Żywe torpedy to książka, która nie tylko poszerza wiedzę historyczną, ale także skłania do refleksji nad granicami patriotyzmu, poświęcenia i odpowiedzialności państwa wobec własnych obywateli. To lektura wartościowa zarówno dla pasjonatów historii wojskowości, jak i dla czytelników zainteresowanych społecznym wymiarem wydarzeń poprzedzających wrzesień 1939 roku.

Autorka prowadzi narrację w sposób przystępny, a jednocześnie oparty na solidnej bazie źródłowej, dzięki czemu książka zachowuje równowagę między popularnonaukową formą a rzetelnością historyczną. I choć książka nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o realne wykorzystanie „żywych torped”, jej siłą jest właśnie ostrożność w formułowaniu wniosków i unikanie sensacyjnych uproszczeń.

poniedziałek, 13 września 2021

piątek, 27 sierpnia 2021

Powstańcza miłość

Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 368

To... całkiem dobra książka, którą... całkiem dobrze się czyta. Ale, czy na tyle dobrze, by pozostała na dłużej w mojej pamięci? Zdecydowanie nie. I choć jest to tematyka, którą lubię najbardziej i którą najchętniej czytam, to ta konkretna książka nie zachwyciła mnie jakoś specjalnie. Ba! nawet nie wciągneła, ani nie wzruszyła, ale - bądźmy szczerzy - wcale tego nie oczekiwałam. 

W trakcie porządków na strychu rodzinnego domu, Mikołaj znajduje tajemnicze pudełko, z równie tajemniczą zawartością - opaską powstańczą oraz pakietem listów, adresowanych do niejakiego Krzysztofa. Pudełko, jak się okazuje, należy do jego babci - Emilii. Ale... co znaczą, wszystkie te ukryte w nim rzeczy - tego Mikołaj nie wie. Nie wie też, co jego babcia - mieszkanka Libiąża, odległego od Warszawy o ponad 300 km - może mieć wspólnego z Powstaniem Warszawskim? 

...a ma całkiem sporo. Przypadkowo odnalezione pudełko, daje Emilii możliwość opowiedzenia historii, którą opowiedzieć powinna już dawno, bo jak sama przyznaje:
Za błędy poprzednich pokoleń płacą następne generacje, a rodzinne tajemnice kładą się cieniem na życiu kolejnych osób, dopóki nie zostaną odkryte lub upływający czas nie pokryje ich grubą warstwą kurzu. Nie trzeba być bezpośrednim świadkiem historii, aby odczuwać jej konsekwencje. (s.229)
I tak... Emilia cofa się do lat swojej młodości, a szczególnie do wydarzeń związanych z wybuchem i przebiegiem Powstania Warszawskiego, którego była aktywnym uczestnikiem. Emilia, a właściwie - Mila,  bo taki był jej pseudonim konspiracyjny, nie potrafiła siedzieć bezczynnie, gdy jej ukochana Warszawa była niszczona. Przenosiła więc meldunki, broń oraz prasę. Opatrywała rannych, trwała przy umierających. Schodziła do piwnic i kanałów. Walczyła... tak, jak potrafiła. A w cieniu tego wszystkiego... kochała i była kochaną. 

Polubiłam Emilię, która jako starsza Pani okazała się się być fajną, ciekawą i mądrą osobą. Ale jej młodsza wersja - Mila - już nie za bardzo przypadła mi do gustu. I choć doceniłam jej odwagę i zaangażowanie, nie rozumiałam jej powojennych decyzji i biernego życia, na które się zdecydowała. Ale pomimo mojego braku sympatii, nie odważę się na ocenianie Milii, ani nawet na próbę zrozumienia niezrozumiałego, bo aby to zrobić, musiałabym choć przez jakiś czas "pochodzić" w jej butach. Jedyne, co mogę napisać to, że wojna nikogo nie oszczędziła, a popełnione błędy, cierpienie i dokonane wybory, odegrały istotną rolę w późniejszych losach naszych bohaterów.

piątek, 10 lipca 2020

niedziela, 12 kwietnia 2020

W poszukiwaniu czarnej magii

Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 340

Bardzo długo zastanawiałam się, co i jak o Czarownicy ze wzgórza napisać, aż w końcu doszłam  do wniosku, że zacznę od pozytywów... a zatem - piękna okładka. Koniec pozytywów. A szkoda... bo tematyka - sama w sobie - jest bardzo interesująca. Większość z nas przecież z zainteresowaniem czyta historie z magią w tle, zwłaszcza - czarną magią. Niestety tutaj, potencjał ten zupełnie nie został wykorzystany. Fabuła nie wciąga. Nie pcha do przodu. To raczej ja wlokłam się do przodu, by znaleźć coś ciekawego (nie znalazłam). Postacie są nijakie. Tło również. Jestem rozczarowana. A nawet więcej -  czuję się oszukana. Dałam się ponieść opisowi książki, iż jest to niezwykła saga o kobietach, o magii i starciu z potężnymi siłami... pełna znakomitych kobiecych postaci - pytam się zatem, czy otrzymałam jakąś skróconą wersję? Czy może moja książką jest niepełna? Gdzie te procesy, gdzie te polowania na czarownice? Gdzie te silne, wyraźne kobiety? Bo ja niczego takiego tutaj nie znajduje.

Główną bohaterką powieści jest 17-letnia Fleetwood Shuttleworth, żona właściciela Gawthorpe Hall, która kiedy ją poznajemy - jest w ciąży. Fleetwood nie za bardzo interesuje się domowymi sprawami, przez co nie potrafi być prawdziwą panią domu. Jedyne na czym jej zależy, to dziecko, którego się spodziewa... To jej kolejna ciąża, niestety - jak do tej pory - żadnej nie udało jej się szczęśliwie donosić. Pewnego dnia w jej ręce wpada list medyka, który informuje jej męża, iż kobieta może nie przeżyć kolejnej ciąży. Zrozpaczona Fleetwood zrobi wszystko, by dać nowe życie i zachować swoje, dlatego kiedy poznaje Alice - miejscową akuszerkę, postanawia powierzyć swój los w jej ręce. Zwłaszcza, że Alice zapewnia, iż pani na Gawthorpe Hall, może urodzić zdrowe dziecko. Sytuacja się komplikuje, kiedy okazuje się, że Alice została oskarżona o uprawianie czarnej magii i niebawem - najprawdopodobniej - zginie.

Fleetwood, przekonana, że tylko Alice jest w stanie uratować jej dziecko, jak i ją samą, postanawia zrobić coś, o co nigdy by siebie nie podejrzewała - przeciwstawia się mężowi. Podejmuje działania niezgodne z jego wolą i z tym, czego od kobiety żyjącej w XVII wieku oczekiwano. A oczekiwano niewiele, albo - aż tak wiele... ślepego i biernego oddania mężowi - swemu panu. Bo przecież kobieta nie powinna mieć własnego zdania. Nie powinna też żyć sprawami wykraczającymi poza sprawy domowe. Fleetwood jest jednak zdeterminowana. Ale czy uda jej się pokonać ludzką ciemnotę, strach i okrucieństwo? Jedno jest pewne... sporo się najeździ konno, a w jej stanie, to naprawdę nie lada wyczyn.

Książka jest nudna i słaba. Trudno poczuć prawdziwy klimat epoki... Opisy życia ówczesnego społeczeństwa sprawiają wrażenie mało rzetelnych. Wydają się być po macoszemu potraktowane. Podobnie zresztą, jak opisy bezwzględnych mechanizmów dążenia do władzy i wpływów, kosztem ludzkiego życia.