Pages - Menu

środa, 15 kwietnia 2026

Świadectwo przetrwania

Wydawnictwo: Axis Mundi
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 176

To nie jest powieść inspirowana wojną - to autentyczne wspomnienia Gitel Hopfeld, żydowskiej kobiety, która w czasie okupacji próbowała ocalić siebie i swoje dzieci. Jej relacja jest szczera i bezpośrednia, a jednocześnie niezwykle skromna.

Gitel Hopfeld opisuje swoją wojenną tułaczkę po okupowanej Polsce, a właściwie - nieustanne balansowanie między nadzieją a rozpaczą. Ona i jej dzieci ukrywają się w stodołach, w stogach siana i w obcych domach… czasem tylko na kilka dni, czasem na dłużej. Każda kryjówka jest jednak jedynie chwilowym schronieniem, a każdy poranek może okazać się ostatnim. Towarzyszy im ciągła niepewność: czy ktoś ich zdradzi, czy Niemcy pojawią się nagle, czy dzieci zdołają znieść głód, zimno i strach, który nigdy nie odpuszcza.

Najbardziej poruszające jest to, że jej los zależy wyłącznie od ludzi, których spotyka - często zupełnie obcych. Jedni ryzykują wszystko, by jej pomóc, inni odmawiają, boją się, albo po prostu nie chcą mieć z nią nic wspólnego. Hopfeld opisuje te spotkania z wdzięcznością, ale bez idealizowania. Nie ocenia, nie oskarża - po prostu opowiada. Pokazuje świat, w którym dobro i strach istniały obok siebie, a każdy gest pomocy był aktem odwagi.

Książka pozostawia nas z refleksją, że w czasach, kiedy wszystko sprzysięgało się przeciwko przetrwaniu, ocalenie często zależało od jednego gestu, jednej decyzji i jednego człowieka. I właśnie dlatego warto ją przeczytać - by pamiętać o tych, którzy mieli odwagę pomagać, i o tych, którzy dzięki temu przeżyli.

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Prawdziwa bohaterka z familoków

Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2023    
Liczba stron: 304

Magdalena Majcher opowiada historię prawdziwej lekarki, Jolanty Wadowskiej‑Król, kobiety niezwykle odważnej, która w latach 70. w Szopienicach stanęła po stronie tych, których nikt nie chciał słuchać - dzieci z familoków, zatrutych ołowiem. To nie jest zwykła powieść obyczajowa. To opowieść o determinacji, samotnej walce z systemem i o tym, jak jedna osoba może zmienić los całej społeczności.

Fabuła skupia się na pracy doktor Wadowskiej‑Król w przychodni pediatrycznej. Do jej gabinetu trafiają kolejne dzieci z niedokrwistością, opóźnione w rozwoju, słabsze niż ich rówieśnicy. Początkowo winą obarcza się biedę, zaniedbania i trudne warunki życia w familokach. Jednak po rozmowie z profesor pediatrii, lekarka zaczyna podejrzewać, że prawda jest o wiele bardziej niepokojąca. Zleca dodatkowe badania i odkrywa, że dzieci są zatrute ołowiem, a źródłem problemu jest pobliska huta.

To właśnie w tym momencie zaczyna się prawdziwy dramat. Jolanta Wadowska‑Król, kierując się troską o dzieci, decyduje się przebadać nie tylko wybraną grupę, ale wszystkie szopienickie dzieci. Wie, że to, co odkryła, może sprowadzić na nią kłopoty, ale nie potrafi odwrócić wzroku. Jej działania są jak otwarcie puszki Pandory - władze nie chcą przyznać, że huta szkodzi mieszkańcom, a ona staje się dla nich problemem. Mimo to, nie przestaje walczyć, poświęcając swój czas, prywatność, a nawet bezpieczeństwo, by ratować najmłodszych.

To, co najbardziej mnie poruszyło, to ogromna samotność tej kobiety. W świecie, w którym liczy się propaganda, a nie zdrowie ludzi, ona jedna ma odwagę powiedzieć „nie”. Jej determinacja, empatia i poczucie odpowiedzialności są niezwykłe. Majcher pokazuje ją nie jako pomnikową bohaterkę, ale jako człowieka - zmęczonego, przestraszonego, ale niezłomnego.

Trzeba również przyznać, że autorka świetnie oddaje klimat Śląska tamtych lat: familoki, ciężką pracę w hucie, biedę, ale też solidarność mieszkańców. Niemal czułam ten pył, ciasnotę mieszkań, zapach gotującej się zupy i strach matek, które nie rozumiały, dlaczego ich dzieci chorują. To wszystko sprawia, że książka jest niezwykle realistyczna i przejmująca.

To historia, która nie tylko wzrusza, ale też otwiera oczy na to, jak wiele zależy od odwagi jednostki. To opowieść o kobiecie, która mogła milczeć, ale wybrała prawdę - nawet jeśli miała ją za to spotkać kara.

niedziela, 12 kwietnia 2026

Gdy matki tracą dzieci...

Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 384

Wbrew pozorom, to nie jest książka o wojnie, jako takiej - to książka o macierzyństwie, stracie i o tym, jak daleko człowiek potrafi się posunąć, kiedy walczy o dziecko. A także - jak bardzo można kochać dziecko, nawet jeśli nie jest się jego biologiczną matką. To nie jest lekka historia do zapomnienia po zamknięciu książki, tylko taka, która zostaje w głowie i trochę... uwiera. 

W centrum historii są dwie kobiety: Maria Szaflarska i Janina Radke. Na początku dzieli je wszystko - status, charakter, sposób patrzenia na świat... Maria ma kochającego męża, dzieci, dom, stabilność. Janina - ich opiekunka, żyje w cieniu cudzej „idealności”, a co więcej - chciałaby być na miejscu Marii. Ale potem wybucha wojna. I nagle to, co je dzieliło, przestaje mieć znaczenie. Obie tracą wszystko, co najważniejsze - dzieci, dom i stabilność. Córki Marii znikają bez śladu, a i Janina zostaje porwana przez wojenną zawieruchę. Kiedy spotykają się ponownie, już po wojnie, łączy je - poza wspólną przeszłością - desperacka potrzeba odnalezienia zaginionych dzieci. 

W trakcie poszukiwań pojawia się Roman Hrabar - postać historyczna, adwokat, który odkrywa, że zniknięcia polskich dzieci były częścią niemieckiej akcji germanizacyjnej. To nadaje powieści dodatkowej głębi i realizmu.

Ta powieść mnie poruszyła. Jest emocjonalna, wciągająca i napisana tak, że czuć autentyczność wydarzeń i bohaterów. Momentami bolało czytanie o tym, jak wojna odbierała kobietom ich dzieci, ich tożsamość... ich człowieczeństwo. Maria wzbudziła we mnie ogrom współczucia - jej ból był czysty, prawdziwy, przejmujący. Janina natomiast… mimo że jej los również był tragiczny, nie potrafiłam jej polubić. Rozumiałam jej trudne doświadczenia, ale jej decyzje, tajemnice, skrywane pretensje i sposób myślenia często mnie irytowały. Jednocześnie wiem, że to wszystko czyni ją tak dobrze napisaną postacią - jest skomplikowana, niejednoznaczna, ale... prawdziwa.

sobota, 4 kwietnia 2026

Między pamięcią a ciszą

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2026    
Liczba stron: 272

Powieść Pamięć drzewa opowiada historię dziesięcioletniego Jana, którego życie zmienia się, gdy do jego domu wprowadzają się dziadkowie. Początkowo jest to dla niego powód do radości, jednak szybko okazuje się, że w domu pojawia się napięcie, którego Jan do końca nie rozumie. Chłopiec obserwuje dorosłych, próbuje odczytać ich nastroje i zachowania, ale wiele rzeczy wymyka mu się z dziecięcej logiki. Z czasem odkrywa, że dziadek zaczyna tracić pamięć, a ta niewidzialna choroba wpływa na całą rodzinę.

Najważniejszym punktem tej historii jest relacja Jana z dziadkiem. Spędzają oni razem dużo czasu - chodzą na spacery, rozmawiają, obserwują świat i drzewa, które stają się symbolem pamięci i wspomnień. To właśnie w tych scenach widać najwięcej ciepła i autentyczności - to one nadają książce ton łagodnej melancholii.

Mimo tego nie mogę powiedzieć, że książka mnie zachwyciła. Choć temat jest poruszający, sposób jego przedstawienia nie do końca do mnie trafił. Zamiast wciągnąć mnie w świat bohatera, opowieść układała się w krótkie, szybko urywane sceny, które bardziej przypominały pojedyncze migawki niż pełną, rozwijającą się historię. Emocje pojawiały się tylko na moment, po czym znikały, zanim zdążyły naprawdę wybrzmieć. Ta fragmentaryczność sprawiła, że trudno było mi zżyć się z bohaterami i poczuć wagę ich doświadczeń - doświadczeń, które doskonale znam z własnego domu, dlatego tym bardziej liczyłam na głębsze poruszenie.

Choroba dziadka, która mogłaby stanowić emocjonalne centrum powieści, została przedstawiona bardzo subtelnie, wręcz zbyt delikatnie. Rozumiem zamysł - pokazanie świata oczami dziecka, które widzi, ale nie rozumie wszystkiego - jednak w efekcie zabrakło mi intensywności, która pozwoliłaby naprawdę wejść w tę historię. Zamiast wzruszenia pozostało wrażenie oglądania serii estetycznych, lecz ulotnych obrazów.

piątek, 3 kwietnia 2026

Mroczna układanka z obrazków

Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 272

Dziwne obrazki to jedna z tych książek, które zaczynasz czytać z ciekawości, a kończysz z poczuciem lekkiego dreszczu na plecach. Uketsu, bez skrępowania, bawi się naszymi oczekiwaniami i zmusza do myślenia... do uczestniczenia w grze.

Fabuła opiera się na serii pozornie niepowiązanych historii i tytułowych obrazków - dziwnych, niepokojących rysunków, które stopniowo zaczynają układać się w jedną, spójną i mroczną całość. Każdy z nich jest jak zagadka - trop prowadzący do czegoś znacznie bardziej przerażającego. Z czasem okazuje się, że te niewinne ilustracje skrywają historię zbrodni, traumy i ludzkich tajemnic, a wszystkie wątki łączą się w zaskakujący finał.

To, co mnie uderzyło najmocniej w tej książce, to uczucie niepokoju - takie ciche i narastające, a które nie wynika z brutalności, ale z atmosfery i niedopowiedzeń. Tę książkę nie tylko się czyta, ale wręcz analizuje - próbuje rozgryźć, a momentami wraca się do wcześniejszych stron, żeby sprawdzić, czy coś nam nie umknęło. I kiedy w końcu wszystko zaczyna się łączyć… to naprawdę robi wrażenie. Zaskakujące wrażenie. 

Dziwne obrazki są… dziwne. Ale w najlepszym możliwym sensie. To książka, która zostaje w głowie długo po tym, jak zamkniesz ostatnią stronę.

środa, 1 kwietnia 2026

Ostatni krok... na ścieżkach nadziei

Wydawnictwo: Zwierciadło
Rok wydania: 2026    
Liczba stron: 416

Kobiety z wiatru to dla mnie spokojne i przemyślane domknięcie cyklu Ścieżki nadziei. Wchodząc w tę historię, miałam wrażenie powrotu do dobrze znanego miejsca - takiego, które daje poczucie bliskości, ale jednocześnie budzi ciekawość, co jeszcze przede mną. Czuję wdzięczność, że mogłam poznać Praksedę, Anielę i Fridę oraz przejść razem z nimi przez świat, który nie zawsze pozwala swobodnie oddychać, ale mimo to uczy siły, wytrwałości i odwagi.

W III tomie Prakseda zmaga się z macierzyństwem, własnymi ambicjami i wspieraniem Edgara, który po śmierci kuzyna musi przejąć niechciany tytuł i majątek. Aniela zaś wikła się w relację niosącą poważne skutki. Próbuje uciec od samotności i pustki, ale wpada w jeszcze większy chaos. Jej historia jest tutaj najmroczniejsza i najbardziej bolesna, a jednocześnie - najbliższa memu sercu. Frida natomiast doświadcza trudnego małżeństwa i życiowych zmian. Zaczyna budować swoje życie od nowa, wśród kobiet, które ją wspierają i traktują jak równą sobie. To bez wątpienia jedna z najpiękniejszych przemian w całej serii. Każda z nich na swój sposób próbuje zawalczyć o siebie, choć nie zawsze - co oczywiste - ma ku temu warunki czy wsparcie. To, co szczególnie porusza, to ich wewnętrzna siła - cicha, często niewidoczna na pierwszy rzut oka, a jednak obecna w najtrudniejszych momentach.

Odnoszę wrażenie, że ta część jest bardziej refleksyjna i spokojniejsza w tempie, ale jednocześnie pełna trudnych emocji i napięć ukrytych między słowami. Czułam w niej ciężar decyzji, konsekwencje wcześniejszych wyborów i to nieustanne poszukiwanie własnej drogi. Autorka pięknie pokazuje, że życie rzadko daje proste odpowiedzi, a dojrzewanie do zmian bywa bolesne.

Zamykając tę książkę, miałam w sobie dużo emocji - trochę smutku, ale i nadziei. Żal było mi się rozstawać z Praksedą, Anielą i Fridą, bo przez te trzy tomy zdążyłam je naprawdę polubić i zrozumieć. Tak, nawet Anielę :) A mimo to, cieszę się, że nie będzie dalszych części - ostatnia kropka została postawiona dokładnie tam, gdzie powinna - w odpowiednim miejscu i czasie. 

poniedziałek, 30 marca 2026

W cieniu wyroku

Wydawnictwo:
 Muza
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 480

Autor - Zbyszek Nowak - zabiera nas do świata kobiet, które przekroczyły granicę, jakiej większość z nas nawet nie potrafi sobie wyobrazić - odebrały komuś życie. Ale zamiast pogonią za tanią sensacją, dostajemy coś zupełnie innego: ciszę, samotność... i ludzkie dramaty, które nie mieszczą się w prostych ocenach.

Każda rozmowa to inna historia, inne tło, inne emocje. Poznajemy nie tylko same wydarzenia, które doprowadziły do zbrodni, ale przede wszystkim drogę do niej - często naznaczoną przemocą, trudnym dzieciństwem, toksycznymi relacjami czy poczuciem bezradności. Co ważne, autor nie ocenia, nie moralizuje, nie narzuca nam - swoim odbiorcom, konkretnego punktu widzenia. 

Tym, co najbardziej mnie uderzyło, to... to, jak bardzo te historie są ludzkie. Po prostu - ludzkie. Wbrew pozorom. Pokazują, że za każdym z nich stoi człowiek z konkretnym bagażem doświadczeń. W trakcie czytania wielokrotnie łapałam się na tym, że próbuję zrozumieć, co musiało się wydarzyć, żeby ktoś znalazł się w takim miejscu swojego życia. To trudne i momentami bardzo przytłaczające, ale też niezwykle ważne. Książka otwiera oczy i serce. Nie daje prostych odpowiedzi, ale zostawia z ważnymi pytaniami - o granice, o przemoc, o odpowiedzialność, o to, jak bardzo okoliczności mogą pchnąć człowieka w stronę, z której ciężko jest zawrócić. 

To dobra książka. Dobra, bo uczciwa. Dobra, bo pokazuje, że za każdym czynem stoi człowiek, a za każdym człowiekiem historia, której nie znamy. Dobra, bo zmusza do refleksji, a nie do wydawania szybkich wyroków.

sobota, 21 marca 2026

Trzy imiona, trzy światy

Wydawnictwo: Marginesy    
Rok wydania: 2026    
Liczba stron: 496

Trzy imiona Ludki to książka, która porusza najczulsze struny i dotyka tego, co w człowieku najbardziej kruche. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, o ranach trudnych do nazwania oraz o ludziach, którzy pojawiają się w życiu dziecka niczym światło i cień - jedni przynoszą ukojenie i nadzieję, inni pozostawiają ślady, które nie znikają mimo upływu czasu.

Już od pierwszych stron wchodzimy w świat pełen tajemnic, niedopowiedzeń i emocji. Ludka nie jest bohaterką jednowymiarową - przeciwnie, jej historia pokazuje, jak bardzo człowiek może się zmieniać pod wpływem doświadczeń, jak różne „wersje siebie” nosimy w sobie i jak trudno czasem pogodzić przeszłość z teraźniejszością.

Książka opowiada historię dziewięcioletniej Ludki Nowak, która po II wojnie światowej trafia do Barcelony razem z grupą polskich sierot. Dzieci te zostały wcześniej porwane przez nazistów i poddane germanizacji, przez co wiele z nich straciło pamięć o swoim pochodzeniu, języku i rodzinie. W nowym miejscu Ludka stopniowo próbuje odzyskać swoją tożsamość - pomaga jej w tym przyjaźń z Emmą oraz opiekunowie, którzy organizują dla dzieci szkołę i wsparcie. Z czasem zaczynają wracać wspomnienia, a bohaterka podejmuje próbę odkrycia swojej prawdziwej przeszłości i imienia.

Ludka... jest dziewczynką, której życie naznaczone jest trudnymi doświadczeniami i koniecznością przyjmowania różnych tożsamości. Trzy imiona nie są tu tylko symbolem, ale odzwierciedleniem jej losów, zmian i prób przetrwania w świecie, który nie zawsze daje wybór. Poznajemy jej historię etapami, odkrywając kolejne warstwy przeszłości, które stopniowo układają się w poruszającą i momentami bardzo bolesną całość.

Najbardziej poruszyło mnie to, jak autorka buduje napięcie.. nie poprzez spektakularne zwroty akcji, ale przez emocje - ciche, momentami wręcz duszące. Są tu chwile niepokoju, wzruszenia, ale też refleksji nad tożsamością, pamięcią i tym, kim jesteśmy w oczach innych, a kim dla samych siebie. Czy naprawdę mamy jedno życie i jedną historię, czy może kilka równoległych, które splatają się w jedną opowieść?

Książka ta - oparta na prawdziwych wydarzeniach - pokazuje losy dzieci, którym wojna odebrała rodzinę i poczucie przynależności. Pokazuje, jak silny może być wpływ wojny na psychikę dziecka oraz jak trudne jest odbudowanie poczucia przynależności. Jednocześnie jest to opowieść o nadziei, przyjaźni i wewnętrznej sile, która pozwala odnaleźć swoje miejsce w świecie mimo traumatycznych doświadczeń. To jedna z tych książek, które nie krzyczą, tylko szepczą - i właśnie dlatego trafiają tak celnie.

wtorek, 10 marca 2026

W cieniu wojny

Wydawnictwo: We need YA
Rok wydania: 2023
Liczba stron: 414

Ta książka wciąga od razu - jest intensywna, pełna trudnych emocji, bólu, strachu i tej cichej... upartej nadziei. I choć bez wątpienia, jest to opowieść o okrucieństwie wojny, to przede wszystkim, jest to historia o młodej dziewczynie, która próbuje odnaleźć sens w świecie, w którym wszystko zostało wywrócone do góry nogami.

Główna bohaterka - Salama, jeszcze niedawno była studentką farmacji. Miała marzenia, plany na przyszłość i spokojne życie. Wszystko zmienia się w momencie, gdy w Syrii wybucha rewolucja. Zamiast studiować i myśleć o przyszłości, Salama zaczyna pracować jako wolontariuszka w szpitalu, gdzie każdego dnia walczy o życie rannych. Widzi cierpienie, śmierć i strach. Jej  codzienność to ciągłe balansowanie między obowiązkiem a lękiem... między chęcią ucieczki a lojalnością wobec tych, których kocha. 

Każdy rozdział dokłada kolejną cegiełkę do obrazu świata, który pęka w szwach, a mimo to w tej historii pojawia się też wątek miłosny - subtelny, delikatny, nieprzesłodzony. To nie jest romans, który przykrywa tragedię. To raczej maleńki promień światła, który pozwala bohaterce nie zwariować i przypomina, że nawet w najciemniejszych czasach - wśród ruin, można znaleźć przestrzeń na czułość, miłość, przyjaźń i nadzieję.

Zoulfa Katouh pisze w sposób obrazowy i emocjonalny. Jej styl jest lekki, ale jednocześnie pełen ciężaru - takiego, który skłania do refleksji. Autorka nie ucieka od trudnych tematów, ale też nie epatuje brutalnością. Zamiast tego pokazuje wojnę oczami zwykłych ludzi, którzy chcą tylko przetrwać kolejny dzień. I właśnie to sprawia, że ta historia tak mocno uderza - bo jest prawdziwa w swojej prostocie, w emocjach, w codziennych wyborach, które dla bohaterów stają się kwestią życia i śmierci.

Książka zostawia po sobie ślad. Taki cichy, ale uporczywy - jakby coś w środku przesunęło się o milimetr i już nie wróciło na swoje miejsce. Dopóki rosną cytrynowe drzewa to opowieść, która boli i jednocześnie zmusza do zatrzymania się na chwilę. Przypomina, że nawet w świecie pełnym chaosu istnieją rzeczy, które dają siłę, by kochać, walczyć i wierzyć, że gdzieś tam, za horyzontem, czeka lepsze jutro. Symboliczne cytrynowe drzewa stają się właśnie takim przypomnieniem, że życie mimo wszystko wciąż trwa, a nadzieja może przetrwać nawet w świecie ogarniętym wojną.

poniedziałek, 2 marca 2026

Siła cichego oporu

Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 496

Zachwyciłam się… od pierwszych stron. W tej historii jest coś tak prawdziwego, tak głęboko ludzkiego, że trudno przejść obok niej obojętnie. To opowieść o wojnie, ale nie o tej pełnej bitew czy wielkich bohaterów. To wojna widziana z bliska - przez pryzmat zwykłego człowieka, jego codziennych lęków, małych gestów i słów, które potrafią podtrzymać na duchu wtedy, gdy wszystko inne się rozpada.

Akcja powieści - inspirowana prawdziwymi wydarzeniami - rozgrywa się w 1943 roku, na okupowanej przez Niemców wyspie Jersey. To miejsce odcięte od świata, duszne od strachu i głodu. W tej klaustrofobicznej przestrzeni szczególnie wyraźnie widać, jak bardzo ludzie potrzebują choćby odrobiny światła - czegoś, co pozwoli im pamiętać, że poza wojną istnieje jeszcze inny świat.

W takim właśnie mroku rodzi się niezwykła inicjatywa - Wojenny Klub Książki. Jego pomysłodawczynią jest Grace La Motté - bibliotekarka o nieugiętym sercu i cichej determinacji. Zakładając klub, daje mieszkańcom wyspy bezpieczne miejsce do spotkań, rozmów i wspólnego czytania. Te spotkania stają się dla nich jak oddech - krótki, ale konieczny, by przetrwać kolejny dzień.

U boku Grace stoi jej przyjaciółka Beatrice (Bea) Gold - listonoszka, której codzienność balansuje na granicy ryzyka. Bea przechwytuje donosy kierowane do niemieckich władz. Niszczy je lub ukrywa, a czasem ostrzega tych, których nazwiska pojawiają się na kartkach pisanych z lęku lub z desperacji. To praca niewidoczna, pozbawiona świadków, a jednak obarczona ogromną odpowiedzialnością. Jedno ocalone nazwisko, jeden zniszczony list może oznaczać czyjeś życie. Bea działa w ciszy, z pozoru zwyczajnie.

To właśnie Grace i Bea są sercem tej opowieści - dwie kobiety, które w świecie pełnym terroru odnajdują w sobie siłę, by chronić innych. Ich losy splatają się z historiami mieszkańców Jersey, ludzi zmagających się z głodem, strachem i samotnością, ale też z niegasnącą potrzebą bliskości. Kate Thompson z wielką wrażliwością pokazuje, jak w mroku okupacji rodzi się wspólnota. Jak ludzie - mimo strachu i niepewności - potrafią trwać przy sobie, wspierać się i podtrzymywać na duchu. To właśnie w tych relacjach, w codziennych wyborach i w cichych aktach solidarności odsłania się prawdziwa siła bohaterów.

W tej książce najmocniejsze są właśnie te pozornie małe i ciche akty dobra. To one pokazują, że w czasach największego mroku, największą siłę mają słowa, przyjaźń i odwaga zwyczajnych ludzi. Grace i Bea przypominają, że świat można ocalić po cichu - strona po stronie, gest po geście, człowiek po człowieku. Że nawet najmniejszy płomyk potrafi rozświetlić najgłębszą ciemność.