Rok wydania: 2025
Liczba stron: 180
Książka W rany (będąca kontynuacją bestsellerowych Wron) zostawiła we mnie sporo emocji, ale niestety nie takich, jakich się spodziewałam. I nawet nie chodzi o to, że liczyłam, że Basia przeżyje - bardziej wierzyłam w oczyszczenie i naprawienie błędów... w pogłębienie historii i jakieś nowe spojrzenie na relacje rodzinne. Niestety historia znów prowadzi nas przez te same emocje i napięcia. Znów utknęliśmy w tym samym domu i w tych samych ranach.
Fabuła ponownie krąży wokół trudnej relacji matki i córki, tylko miejsce Basi zajęła Kasia. To właśnie ona staje się narratorką i przewodniczką po świecie, w którym dziecko musi radzić sobie z emocjonalną przemocą, chłodem i brakiem zrozumienia. Jej perspektywa jest przejmująca, ale… znajoma. Zbyt znajoma. Mamy tu właściwie tę samą historię, co we Wronach, te same mechanizmy przemocy i tę samą bezsilność dziecka wobec dorosłych, którzy powinni chronić, a ranią.
Opis książki podkreśla, że autorka „ponownie przygląda się złu za drzwiami pozornie bezpiecznych domów” - i to prawda. Jednak dla mnie to „ponownie” stało się problemem. Liczyłam na rozwój, na to, że matka - po wszystkim, co wydarzyło się w pierwszym tomie - choć w minimalnym stopniu zrozumie swój błąd. Że pojawi się refleksja, jakaś rysa, która pozwoli zobaczyć w niej człowieka, nie tylko oprawcę. Tymczasem jej postać jest tu jeszcze bardziej zamknięta, jeszcze bardziej okrutna, jeszcze bardziej niezdolna do zmiany.
W rany to książka mocna, bolesna i dobrze napisana, ale jako kontynuacja Wron nie daje niczego, co pozwoliłoby spojrzeć na tę rodzinę inaczej. Nie ma tu ani rozwoju bohaterów, ani próby przełamania schematu, ani choćby śladu nadziei, że zło można zatrzymać.









