Pages - Menu

wtorek, 26 maja 2026

Między przeszłością a teraźniejszością

Wydawnictwo: Dobre Strony
Rok wydania: 2026  
Liczba stron: 382

Dom przy starym młynie to książka z takim spokojnym, trochę nostalgicznym klimatem, ale jednocześnie pełna trudnych emocji i rodzinnych tajemnic. Poznajemy tu losy bohaterów na tle II wojny światowej i tego, co zostaje  w ludziach jeszcze przez wiele lat po jej zakończeniu. W książce jest sporo emocji związanych z rodziną, stratą, miłością i próbą odnalezienia prawdy o przeszłości.

Autorka prowadzi opowieść dwutorowo, co nadaje jej ciekawy rytm i pozwala spojrzeć na wydarzenia z dwóch zupełnie różnych perspektyw. W pierwszym planie śledzimy losy rodzin Mikulskich i Derlatków w latach 1939-1947 - ich codzienną walkę o przetrwanie, dramaty, które spadają na nich nagle, oraz małe chwile normalności, które próbują ocalić mimo wojny. W drugim planie pojawia się współczesność, a dokładniej - Weronika, wnuczka Halinki, która wraca do Zwolenia i próbuje zrozumieć, co tak naprawdę przeżyli jej bliscy. To zestawienie przeszłości i teraźniejszości działa bardzo dobrze, bo pokazuje, jak mocno dawne wydarzenia potrafią wrosnąć w rodzinę - nawet wtedy, gdy nikt o nich głośno nie mówi. Przeszłość nie znika, tylko cicho przenika do kolejnych pokoleń, wpływając na ich wybory, emocje i sposób patrzenia na świat. Dzięki temu historia nabiera dodatkowej głębi i staje się czymś więcej niż tylko opowieścią o wojnie - staje się opowieścią o pamięci, dziedziczeniu i próbie zrozumienia własnych korzeni.

Książka jest naprawdę ciekawa i poruszająca. Widać, że została oparta na prawdziwych wspomnieniach i rodzinnych historiach, co nadaje jej autentyczności i takiej zwyczajnej, ludzkiej prawdy. Bohaterowie nie są wyidealizowani - to ludzie z krwi i kości, ze swoimi lękami, słabościami i małymi radościami. Dzięki temu łatwo się z nimi zżyć, przeżywać ich dramaty i kibicować im w chwilach, gdy świat wali im się na głowę.

Jednocześnie trudno nie zauważyć, że niektóre wątki aż proszą się o rozwinięcie. Najbardziej rzuca się w oczy historia Stanisława - zostaje wywieziony, ale właściwie nie dowiadujemy się, dokąd trafił ani jak wyglądała jego codzienność na wywózce. Tego mi tutaj zabrakło... 

No i te błędy… Niestety jest ich kilka. Literówki, drobne potknięcia językowe, czasem nieścisłości - nic, co zrujnowałoby lekturę, ale na tyle widoczne, że momentami potrafią wybić z rytmu. 

piątek, 15 maja 2026

Emocje zginęły w chaosie

Wydawnictwo: RM    
Rok wydania: 2026  
Liczba stron: 400

To nie jest klasyczna literatura obozowa, tylko zapis rozmów autorki z bohaterką - coś pomiędzy wywiadem a biografią. Tak w skrócie - fabuła opiera się na relacji Elli Blumenthal - kobiety, która przechodzi przez warszawskie getto, Majdanek, Auschwitz i Bergen-Belsen, a po wojnie próbuje ułożyć życie od nowa. Brzmi jak materiał na mocne świadectwo, prawda? Ale... na mnie to nie zadziałało. 

Przy tak ciężkim temacie oczekuje się czegoś, co zostaje w człowieku na długo - jakiegoś pęknięcia w środku, momentów ciszy po lekturze czy bolesnej refleksji. Tutaj tego nie ma. Po prostu... Narracja jest poszarpana, momentami niezwykle chaotyczna. Zdecydowanie b
rakuje tu intensywności, która zwykle sprawia, że świadectwa ocalonych zostają w człowieku na długo. Przez to całość nie buduje napięcia ani nie daje poczucia „zanurzenia się” w historii - raczej przesuwa się przed oczami, trochę obok czytelnika.

Największy problem pojawia się wtedy, gdy ma się już za sobą sporo podobnych książek. Ta pozycja po prostu nie wnosi nic nowego, nie odkrywa innej perspektywy, nie zatrzymuje na dłużej przy żadnym fragmencie. Emocje są tu obecne, ale bardziej opowiedziane niż faktycznie odczuwalne.

No dobra, ale żeby nie było, że tak wszystko na nie... to nie jest książka zła w sensie intencji - temat jest ogromny i sam w sobie zawsze ma znaczenie. Ella straciła wszystko, całą rodzinę i cały swój uporządkowany świat. I to jest ważne. Ale jako całość, ta książka po prostu wypada płasko. I jeśli jej nie przeczytasz, zbyt wiele nie stracisz.

Zamiast "uderzenia"... zostało zmęczenie.

sobota, 2 maja 2026

Bez kroku do przodu...

Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2025  
Liczba stron: 180

Książka W rany (będąca kontynuacją bestsellerowych Wronzostawiła we mnie sporo emocji, ale niestety nie takich, jakich się spodziewałam. I nawet nie chodzi o to, że liczyłam, że Basia przeżyje - bardziej wierzyłam w oczyszczenie i naprawienie błędów... w pogłębienie historii i jakieś nowe spojrzenie na relacje rodzinne. Niestety historia znów prowadzi nas przez te same emocje i napięcia. Znów utknęliśmy w tym samym domu i w tych samych ranach.

Fabuła ponownie krąży wokół trudnej relacji matki i córki, tylko miejsce Basi zajęła Kasia. To właśnie ona staje się narratorką i przewodniczką po świecie, w którym dziecko musi radzić sobie z emocjonalną przemocą, chłodem i brakiem zrozumienia. Jej perspektywa jest przejmująca, ale… znajoma. Zbyt znajoma. Mamy tu właściwie tę samą historię, co we Wronach, te same mechanizmy przemocy i tę samą bezsilność dziecka wobec dorosłych, którzy powinni chronić, a ranią. 

Opis książki podkreśla, że autorka „ponownie przygląda się złu za drzwiami pozornie bezpiecznych domów” - i to prawda. Jednak dla mnie to „ponownie” stało się problemem. Liczyłam na rozwój, na to, że matka - po wszystkim, co wydarzyło się w pierwszym tomie - choć w minimalnym stopniu zrozumie swój błąd. Że pojawi się refleksja, jakaś rysa, która pozwoli zobaczyć w niej człowieka, nie tylko oprawcę. Tymczasem jej postać jest tu jeszcze bardziej zamknięta, jeszcze bardziej okrutna, jeszcze bardziej niezdolna do zmiany.

W rany to książka mocna, bolesna i dobrze napisana, ale jako kontynuacja Wron nie daje niczego, co pozwoliłoby spojrzeć na tę rodzinę inaczej. Nie ma tu ani rozwoju bohaterów, ani próby przełamania schematu, ani choćby śladu nadziei, że zło można zatrzymać.