Pages - Menu

czwartek, 29 stycznia 2026

Siła kobiety

Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2022
Liczba stron: 464

Lekcje chemii Bonnie Garmus to książka, która zachwyciła mnie od pierwszych stron i ani przez moment nie pozwoliła zwątpić w swoją wyjątkowość. To powieść inteligentna, błyskotliwa i odważna, a jednocześnie - niezwykle ciepła i poruszająca. Autorka stworzyła historię, która bawi, wzrusza i zmusza do myślenia, często jednocześnie.

Elizabeth Zott to bohaterka nietuzinkowa: bezkompromisowa, przenikliwa i niepasująca do świata, w którym przyszło jej żyć. Jej droga - zarówno naukowa, jak i osobista - jest pełna strat, niesprawiedliwości i walki o własny głos, ale też siły i determinacji. Garmus w mistrzowski sposób pokazuje absurd ograniczeń narzucanych kobietom, nie popadając przy tym w moralizatorstwo czy banał. Humor jest tu ostry, momentami wręcz ironiczny i doskonale równoważy ciężar poruszanych tematów.

Ogromnym atutem powieści są także postacie drugoplanowe oraz relacje rodzinne, przedstawione z dużą czułością i wyczuciem. Szczególne miejsce zajmuje Mad - dziewczynka niezwykle bystra i dojrzalsza niż wskazywałby jej wiek. To jedyny element, który budził we mnie lekkie wątpliwości: momentami jej dojrzałość wydawała się nieco zbyt dorosła. Traktuję to jednak bardziej jako zabieg literacki niż realną wadę - subtelną umowność świata przedstawionego.

Lekcje chemii to książka, która daje czytelnikowi coś znacznie więcej niż dobrą historię. To opowieść o odwadze bycia sobą, o stracie i miłości, o sile wiedzy i niezależności. Zostaje w głowie i w sercu na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Jestem nią naprawdę zachwycona i z pełnym przekonaniem polecam ją każdemu, kto szuka literatury mądrej, wyrazistej i napisanej z charakterem.

piątek, 23 stycznia 2026

W cieniu epidemii

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 352

Czarne lato skłania do refleksji nad kruchością bezpieczeństwa - które często bierzemy za pewnik, życia i siłą ludzkich uczuć w obliczu tragedii. To ciekawa lektura, zmuszająca do zatrzymania się nad tym, co naprawdę ważne - miłości, odwadze i nadziei nawet w najciemniejszych momentach.

Upalny czerwiec 1963 roku we Wrocławiu staje się tłem dla opowieści Czarne lato Katarzyny Drogi. Autorka w mistrzowski sposób łączy historyczne realia epidemii czarnej ospy z emocjonalnym życiem bohaterów - pokazując, jak w obliczu zagrożenia chorobą ludzie próbują zachować godność, nadzieję i uczucia. Historia doktor Alicji Surowiec, świeżo mianowanej szefowej szpitala epidemicznego, wciąga czytelnika od pierwszych stron - jej determinacja, odwaga i codzienna walka z niewidzialnym wrogiem stanowią serce powieści.

Książka pokazuje dramatyzm sytuacji, w której całe miasto zostaje odizolowane, a śmiercionośny wirus zbiera żniwo. Droga w realistyczny sposób ukazuje codzienność personelu medycznego i mieszkańców, napięcie, strach, niepewność, a także momenty nadziei i solidarności. Miłość, przyjaźń i człowieczeństwo pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach, dając czytelnikowi poczucie, że nawet w najtrudniejszych czasach życie potrafi przynieść ciepło i radość.

Styl autorki jest klarowny, a jednocześnie pełen plastycznych i sugestywnych opisów - od gorącego, letniego Wrocławia po wnętrza szpitala, w których każdy gest i decyzja mają ogromne znaczenie. Historia, choć osadzona w przeszłości, jest niezwykle aktualna - przypomina o poświęceniu i odwadze lekarzy, którzy walczyli z epidemią, często narażając własne życie - warto po nią sięgnąć.

Trzy szanse na wspomnienia

Wydawnictwo:
 Luna    
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 206

Od pierwszych stron historia Jiwon zauroczyła mnie swoją czułością, smutkiem i nadzieją, tak bardzo realną, że niemal mogłam poczuć jej ból i samotność...

Dziewczyna - Jiwon, która przez lata żyła w cieniu straty po śmierci matki, nagle dostaje szansę powrotu do przeszłości - i to aż trzykrotnie! Każda podróż do dawnych chwil nie jest dla nie łatwa, bo choć pozwala na próbę naprawienia błędów, pokazuje też, że nasze decyzje - nawet te najmniejsze - i emocje, mają swoje konsekwencje, a zmiana przeszłości nie zawsze jest tym, czego się spodziewamy.

Książka w sposób niezwykle sugestywny ukazuje, jak trauma i żałoba kształtują życie człowieka, a równocześnie, jak nadzieja, odwaga i miłość potrafią przywrócić sens i radość nawet w najtrudniejszych momentach. Song Yu-Jeong pięknie pokazuje, że nasze wspomnienia, nawet te bolesne, mają w sobie moc nauki i siłę uzdrawiania. To historia o cierpieniu, ale też o sile ducha i o tym, że czasem, by ruszyć do przodu, trzeba spojrzeć wstecz.

Autorka stworzyła świat księgarni tak sugestywny, że niemal czułam zapach starych książek i szept ich stron. Ten magiczny przybytek pełen wspomnień jest nie tylko tłem dla opowieści - staje się symbolem refleksji, szansy i odwagi, by spojrzeć na własne życie z dystansem i uczuciową głębią. Styl Song Yu-Jeong jest poetycki, lekki i pełen emocji, a jednocześnie autentyczny - dzięki temu czytelnik czuje się blisko bohaterki i jej doświadczeń. Autorka przypomina także, jak ogromną wartość ma obecność drugiego człowieka, rozmowa i wdzięczność okazywana tu i teraz. Lektura zostawia po sobie poczucie spokoju i potrzebę, by zatrzymać się na chwilę i docenić tych, którzy są obok nas.

Księgarnia wspomnień to powieść, która wciąga, wzrusza i zmusza do refleksji nad tym, co w życiu naprawdę ważne. To historia, która zostaje w pamięci, a jej przesłanie o sile wspomnień, miłości i odwagi pozostaje długo po odłożeniu książki na półkę.

Żywe torpedy

Wydawnictwo: Demart
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 260

Polskie żywe torpedy to jedno z mniej znanych zagadnień naszej historii, a dokładniej - okresu tuż przedwojennego i samej kampanii wrześniowej. I choć temat co jakiś czas, powraca w różnych publikacjach, nadal nie wiadomo czy Wojsko Polskie rzeczywiście rozważało użycie torped, kierowanych przez "polskich kamikadze". 

Idea samobójczych ataków pojawiła się w Polsce w roku 1937, kiedy to pogarszające się relacje polsko-niemieckie, powodowały wzrost nastrojów politycznych. Pierwszym, który złożył ofertę samobójczej śmierci w walce był mat rezerwy Stanisław Chojecki z Katowic. Jednak dopiero 2 lata później, sprawa stała się głośna, gdy w maju 1939 roku jedna z największych gazet przedwojennej Polski - Ilustrowany Kurier Codzienny - opublikowała list otwarty trzech młodych warszawiaków: Władysława Bożyczki oraz Edwarda i Leona Lutostańskich, wzywający do zgłaszania się jako żywe torpedy. Ten medialny apel w bardzo krótkim czasie, spotkał się z ogromnym odzewem. Do redakcji prasowych, różnych organizacji paramilitarnych i społecznych, zaczęli zgłaszać się ochotnicy z całej Polski, gotowi oddać życie za ojczyznę. I co ciekawe, byli to nie tylko mężczyźni, ale również kobiety i osoby niepełnoletnie.

Wraz z napływem kolejnych deklaracji, sprawą zainteresowało się wojsko, które początkowo podchodziło do niej z dystansem, następnie formalnie przyjmowało deklaracje ochotników - do końca sierpnia 1939 roku odnotowano około 4700 zgłoszeń, w tym blisko 150 kobiet. Do dziś jednak nie ma jednoznacznych dowodów na to, by „żywe torpedy” kiedykolwiek miały zostać realnie użyte w walce.

Istotną wartością publikacji jest wnikliwa analiza dokumentów archiwalnych, materiałów prasowych oraz relacji świadków, dzięki której autorka konsekwentnie oddziela fakty od narosłych wokół tematu legend i propagandowych narracji okresu przedwojennego. Na szczególną uwagę zasługuje także ukazanie moralnych i psychologicznych wymiarów tego zjawiska - społecznej desperacji, roli prasy w kształtowaniu nastrojów oraz dramatycznych wyborów ludzi stających w obliczu nieuchronnej wojny.

Żywe torpedy to książka, która nie tylko poszerza wiedzę historyczną, ale także skłania do refleksji nad granicami patriotyzmu, poświęcenia i odpowiedzialności państwa wobec własnych obywateli. To lektura wartościowa zarówno dla pasjonatów historii wojskowości, jak i dla czytelników zainteresowanych społecznym wymiarem wydarzeń poprzedzających wrzesień 1939 roku.

Autorka prowadzi narrację w sposób przystępny, a jednocześnie oparty na solidnej bazie źródłowej, dzięki czemu książka zachowuje równowagę między popularnonaukową formą a rzetelnością historyczną. I choć książka nie daje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o realne wykorzystanie „żywych torped”, jej siłą jest właśnie ostrożność w formułowaniu wniosków i unikanie sensacyjnych uproszczeń.

poniedziałek, 13 września 2021

piątek, 27 sierpnia 2021

Powstańcza miłość

Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 368

To... całkiem dobra książka, którą... całkiem dobrze się czyta. Ale, czy na tyle dobrze, by pozostała na dłużej w mojej pamięci? Zdecydowanie nie. I choć jest to tematyka, którą lubię najbardziej i którą najchętniej czytam, to ta konkretna książka nie zachwyciła mnie jakoś specjalnie. Ba! nawet nie wciągneła, ani nie wzruszyła, ale - bądźmy szczerzy - wcale tego nie oczekiwałam. 

W trakcie porządków na strychu rodzinnego domu, Mikołaj znajduje tajemnicze pudełko, z równie tajemniczą zawartością - opaską powstańczą oraz pakietem listów, adresowanych do niejakiego Krzysztofa. Pudełko, jak się okazuje, należy do jego babci - Emilii. Ale... co znaczą, wszystkie te ukryte w nim rzeczy - tego Mikołaj nie wie. Nie wie też, co jego babcia - mieszkanka Libiąża, odległego od Warszawy o ponad 300 km - może mieć wspólnego z Powstaniem Warszawskim? 

...a ma całkiem sporo. Przypadkowo odnalezione pudełko, daje Emilii możliwość opowiedzenia historii, którą opowiedzieć powinna już dawno, bo jak sama przyznaje:
Za błędy poprzednich pokoleń płacą następne generacje, a rodzinne tajemnice kładą się cieniem na życiu kolejnych osób, dopóki nie zostaną odkryte lub upływający czas nie pokryje ich grubą warstwą kurzu. Nie trzeba być bezpośrednim świadkiem historii, aby odczuwać jej konsekwencje. (s.229)
I tak... Emilia cofa się do lat swojej młodości, a szczególnie do wydarzeń związanych z wybuchem i przebiegiem Powstania Warszawskiego, którego była aktywnym uczestnikiem. Emilia, a właściwie - Mila,  bo taki był jej pseudonim konspiracyjny, nie potrafiła siedzieć bezczynnie, gdy jej ukochana Warszawa była niszczona. Przenosiła więc meldunki, broń oraz prasę. Opatrywała rannych, trwała przy umierających. Schodziła do piwnic i kanałów. Walczyła... tak, jak potrafiła. A w cieniu tego wszystkiego... kochała i była kochaną. 

Polubiłam Emilię, która jako starsza Pani okazała się się być fajną, ciekawą i mądrą osobą. Ale jej młodsza wersja - Mila - już nie za bardzo przypadła mi do gustu. I choć doceniłam jej odwagę i zaangażowanie, nie rozumiałam jej powojennych decyzji i biernego życia, na które się zdecydowała. Ale pomimo mojego braku sympatii, nie odważę się na ocenianie Milii, ani nawet na próbę zrozumienia niezrozumiałego, bo aby to zrobić, musiałabym choć przez jakiś czas "pochodzić" w jej butach. Jedyne, co mogę napisać to, że wojna nikogo nie oszczędziła, a popełnione błędy, cierpienie i dokonane wybory, odegrały istotną rolę w późniejszych losach naszych bohaterów.

piątek, 10 lipca 2020

niedziela, 12 kwietnia 2020

W poszukiwaniu czarnej magii

Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2019
Liczba stron: 340

Bardzo długo zastanawiałam się, co i jak o Czarownicy ze wzgórza napisać, aż w końcu doszłam  do wniosku, że zacznę od pozytywów... a zatem - piękna okładka. Koniec pozytywów. A szkoda... bo tematyka - sama w sobie - jest bardzo interesująca. Większość z nas przecież z zainteresowaniem czyta historie z magią w tle, zwłaszcza - czarną magią. Niestety tutaj, potencjał ten zupełnie nie został wykorzystany. Fabuła nie wciąga. Nie pcha do przodu. To raczej ja wlokłam się do przodu, by znaleźć coś ciekawego (nie znalazłam). Postacie są nijakie. Tło również. Jestem rozczarowana. A nawet więcej -  czuję się oszukana. Dałam się ponieść opisowi książki, iż jest to niezwykła saga o kobietach, o magii i starciu z potężnymi siłami... pełna znakomitych kobiecych postaci - pytam się zatem, czy otrzymałam jakąś skróconą wersję? Czy może moja książką jest niepełna? Gdzie te procesy, gdzie te polowania na czarownice? Gdzie te silne, wyraźne kobiety? Bo ja niczego takiego tutaj nie znajduje.

Główną bohaterką powieści jest 17-letnia Fleetwood Shuttleworth, żona właściciela Gawthorpe Hall, która kiedy ją poznajemy - jest w ciąży. Fleetwood nie za bardzo interesuje się domowymi sprawami, przez co nie potrafi być prawdziwą panią domu. Jedyne na czym jej zależy, to dziecko, którego się spodziewa... To jej kolejna ciąża, niestety - jak do tej pory - żadnej nie udało jej się szczęśliwie donosić. Pewnego dnia w jej ręce wpada list medyka, który informuje jej męża, iż kobieta może nie przeżyć kolejnej ciąży. Zrozpaczona Fleetwood zrobi wszystko, by dać nowe życie i zachować swoje, dlatego kiedy poznaje Alice - miejscową akuszerkę, postanawia powierzyć swój los w jej ręce. Zwłaszcza, że Alice zapewnia, iż pani na Gawthorpe Hall, może urodzić zdrowe dziecko. Sytuacja się komplikuje, kiedy okazuje się, że Alice została oskarżona o uprawianie czarnej magii i niebawem - najprawdopodobniej - zginie.

Fleetwood, przekonana, że tylko Alice jest w stanie uratować jej dziecko, jak i ją samą, postanawia zrobić coś, o co nigdy by siebie nie podejrzewała - przeciwstawia się mężowi. Podejmuje działania niezgodne z jego wolą i z tym, czego od kobiety żyjącej w XVII wieku oczekiwano. A oczekiwano niewiele, albo - aż tak wiele... ślepego i biernego oddania mężowi - swemu panu. Bo przecież kobieta nie powinna mieć własnego zdania. Nie powinna też żyć sprawami wykraczającymi poza sprawy domowe. Fleetwood jest jednak zdeterminowana. Ale czy uda jej się pokonać ludzką ciemnotę, strach i okrucieństwo? Jedno jest pewne... sporo się najeździ konno, a w jej stanie, to naprawdę nie lada wyczyn.

Książka jest nudna i słaba. Trudno poczuć prawdziwy klimat epoki... Opisy życia ówczesnego społeczeństwa sprawiają wrażenie mało rzetelnych. Wydają się być po macoszemu potraktowane. Podobnie zresztą, jak opisy bezwzględnych mechanizmów dążenia do władzy i wpływów, kosztem ludzkiego życia.

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Tajemnicze morderstwo

Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 392

Kiedy zaczęłam czytać Ślad na piasku miałam wrażenie, że trafiłam na wciągającą i ciekawą książkę. Zupełnie inną niż te, które w ostatnim czasie czytałam. Niestety im dalej w las, tym czułam coraz większy niedosyt. Niby nie było źle, ale... zdecydowanie zabrakło jakiś głębszych emocji i napięcia. Całość sprawia wrażenie lekko przegadanej, przez co czytanie szło mi dość wolno. 

Zaczyna się ciekawie - od zaginięcia Nuf, szesnastolatki z zamożnej i wielce szanowanej rodziny. Wydaje się, że dziewczyna uciekła, choć nikt nie potrafi wskazać powodów, jakie miałyby nią kierować. Podjęta akcja poszukiwawcza kończy się już po kilku dniach... odnalezieniem ciała Nuf na pustyni. Oficjalnie - dziewczyna utonęła. Jej ciało jednak posiada ślady - otarcia na nadgarstkach czy ranę na głowie, które zdają się przeczyć tej wersji. Dla rodziny, która chce uniknąć oficjalnego dochodzenia, nie ma to jednak znaczenia. Nuf nie żyje - i koniec. Na szczęście są osoby, którym zależy na poznaniu prawdy. Najir - przewodnik pustynny i Katia - pracownica laboratorium kryminalistyki, początkowo mimochodem wplątani zostają w ciąg wydarzeń, z czasem jednak - już na własną rękę, podejmują działania mające wyjaśnić zagadkową śmierć dziewczyny.

Śledztwo nie jest łatwe. Sam fakt, że Nijir i Katia nie mogą w spokoju ze sobą porozmawiać czy przebywać w swoim towarzystwie bez obawy, że ktoś doniesie na nich policji religijnej - jest wystarczającą komplikacją. Nie są bowiem małżeństwem i prawo zakazuje im jakiejkolwiek formy kontaktu bez udziału osób trzecich - rodziny czy ochroniarza. Dowodów też mają niewiele. Wszystko co posiadają to wyłącznie poszlaki i ich własne przypuszczenia, a na rodzinę Nuf liczyć nie mogą, bo ta przecież nie jestem zainteresowana prawdą. Na szczęście Najir i Katia nie zamierzają się poddać i im więcej odkrywają, tym bardziej pragną rozwiązania zagadki.

Książkę czyta się bez większych emocji. Wątek kryminalny raczej nie trzyma nas w napięciu. Akcja płynie wolno i spokojnie. Nie znajdziemy tutaj szalonych pościgów, walki, broni czy makabrycznych opisów zbrodni. Mimo to warto jednak, kiedy się już rozpocznie czytanie, dotrwać do końca, bo zakończenie choć nie jest może jakimś wielkim "boom", to z pewnością... jest zaskakujące. Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto dotrwać do końca, a mianowicie... ciekawe tło, a w tym przypadku - ujęcie kultury islamskiej z punktu widzenia mężczyzny o bardzo tradycyjnych poglądach. Zazwyczaj spotykamy się z kobiecym spojrzeniem na życie w Arabii Saudyjskiej. Na zasady, które tam panują i ograniczenia, które dotykają właśnie kobiet. Tutaj dzieje się rzecz niesłychana - nie dość, że na kobietę, religię, zakazy i nakazy spoglądamy męskim okiem, to jeszcze odkrywamy, że mężczyźni bywają tak samo uwięzieni przez tradycję islamską. Oczywiście jest to uwięzienie wyłącznie mentalne, które w żaden sposób nie zmniejsza przepaści pomiędzy obiema płciami, ale dla przyzwoitego i uczciwego dorosłego mężczyzny jest ogromnie kłopotliwe.

Podsumowując - bez szału i fajerwerków, ale jeśli się lubi takie klimaty, to można czytać :)

czwartek, 10 sierpnia 2017

Kruszenie muru

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 300

Nie czytam młodzieżówek - raz, że czuję się na nie zbyt stara, a dwa - no cóż... one po prostu wydają mi się płaskie. Czasem jednak pojawia się taka książka - taka młodzieżówka, której nie mogę wybić sobie z głowy, zwłaszcza kiedy wszyscy wokół tak bardzo ją chwalą. Wtedy myślę sobie, okey - dam jej szansę, może mnie czymś zaskoczy? I fakt, jestem później zaskoczona, ale nie książką, a swoją naiwnością - nie dość, że jestem stara, to jeszcze... głupia. Ot co!

Simon ma 16 lat, nieszablonowych rodziców i na pozór spokojne, uporządkowane życie. Jest typem idealnego przyjaciela - takiego, który chce i potrafi wysłuchać drugą osobę. Dzięki temu doskonale zna swoich przyjaciół, w przeciwieństwie do nich... Oni bowiem nie wiedzą, że Simon skrywa pewną tajemnicę. Wie o niej tylko Blue - chłopak poznany w internecie, z którym koresponduje mailowo. Tych dwoje bardzo wiele łączy i to nie tylko wspólna szkoła czy nauczyciele, ale przede wszystkim - orientacja seksualna. Oboje są gejami. Początkowo ich relacja jest dość niewinna z czasem jednak nabiera rozpędu. Blue daje mu możliwość bycia sobą i okazywania uczuć, które Simon do tej pory głęboko ukrywał. I kiedy wreszcie zaczyna wierzyć, że "spotkał" swoją bratnią duszę, wtedy pojawia się on - Martin, szkolny błazen, który całkiem przypadkowo odkrywa tajemnicę Simona, a co gorsza - zaczyna go szantażować. Chłopak domaga się, by Simon pomógł mu zbliżyć się do Abby, swojej przyjaciółki. W przeciwnym razie cała szkoła dowie się o wszystkim. Co zrobi Simon, podda się szantażowi? A może zdecyduje się na coming out? Odpowiedzi szukajcie w książce... (choć nieszczególnie polecam)

Podoba mi się, że Becky Albertalli podejmuje się tak istotnej tematyki, szkoda tylko, że czyni to w tak lekki i przesłodzony sposób. Niemal oderwany od rzeczywistości. Przykład? Bardzo proszę, mam idealny - reakcja rodziny Simona na wiadomość o jego orientacji seksualnej
Skarbie - odzywa się mama. - To... Boże, to... dziękuję, że nam powiedziałeś. - Wow, braciuszku. Gratulację - mówi Alice. - Gejem, mówisz? - To tata.- Porozmawiaj o tym ze mną. - Ulubiony tekst psychologiczny mojej mamy. Patrzę na nią i wzruszam ramionami. - Jesteśmy z ciebie dumni - dodaje. (s.163)
Owszem, nie wiem, jak wyglądają takie rozmowy, ale... powyższa reakcja wydaje się być raczej mało prawdopodobna. Podobnie zresztą, jak reakcja innych uczniów z jego szkoły. Uwierzycie, że każdy zachowywał się tak, jakby nic się nie stało? Jakby było to coś... zwyczajnego. Coś z czym spotykamy się na co dzień. Ta wszechobecna słodycz zniechęcała mnie do czytania. Sprawiała, że czułam się znużona lekturą. Nie potrafiłam przekonać się ani do Simona, ani tym bardziej przeżywać wraz z nim jego rozterek. Zamiast aktywnym uczestnikiem, byłam wyłącznie biernym obserwatorem, niemogącym się doczekać końca.

Jak dla mnie książka Simon oraz inni homo sapiens z pewnością nie jest wciągająca. Nie jest nawet zabawna. A już na pewno nie jest niezwykle wzruszająca - jak czytamy na okładce. Powiedziałabym raczej, że jest to przereklamowany i niedopracowany debiut z wyjątkowo płaskimi i nudnymi bohaterami. Trudno szukać tu głębi, emocji i realizmu. Chyba pouciekały do innych książek.