Pages - Menu

piątek, 15 maja 2026

Emocje zginęły w chaosie

Wydawnictwo: RM    
Rok wydania: 2026  
Liczba stron: 400

To nie jest klasyczna literatura obozowa, tylko zapis rozmów autorki z bohaterką - coś pomiędzy wywiadem a biografią. Tak w skrócie - fabuła opiera się na relacji Elli Blumenthal - kobiety, która przechodzi przez warszawskie getto, Majdanek, Auschwitz i Bergen-Belsen, a po wojnie próbuje ułożyć życie od nowa. Brzmi jak materiał na mocne świadectwo, prawda? Ale... na mnie to nie zadziałało. 

Przy tak ciężkim temacie oczekuje się czegoś, co zostaje w człowieku na długo - jakiegoś pęknięcia w środku, momentów ciszy po lekturze czy bolesnej refleksji. Tutaj tego nie ma. Po prostu... Narracja jest poszarpana, momentami niezwykle chaotyczna. Zdecydowanie b
rakuje tu intensywności, która zwykle sprawia, że świadectwa ocalonych zostają w człowieku na długo. Przez to całość nie buduje napięcia ani nie daje poczucia „zanurzenia się” w historii - raczej przesuwa się przed oczami, trochę obok czytelnika.

Największy problem pojawia się wtedy, gdy ma się już za sobą sporo podobnych książek. Ta pozycja po prostu nie wnosi nic nowego, nie odkrywa innej perspektywy, nie zatrzymuje na dłużej przy żadnym fragmencie. Emocje są tu obecne, ale bardziej opowiedziane niż faktycznie odczuwalne.

No dobra, ale żeby nie było, że tak wszystko na nie... to nie jest książka zła w sensie intencji - temat jest ogromny i sam w sobie zawsze ma znaczenie. Ella straciła wszystko, całą rodzinę i cały swój uporządkowany świat. I to jest ważne. Ale jako całość, ta książka po prostu wypada płasko. I jeśli jej nie przeczytasz, zbyt wiele nie stracisz.

Zamiast "uderzenia"... zostało zmęczenie.

sobota, 2 maja 2026

Bez kroku do przodu...

Wydawnictwo: Stara Szkoła
Rok wydania: 2025  
Liczba stron: 180

Książka W rany (będąca kontynuacją bestsellerowych Wronzostawiła we mnie sporo emocji, ale niestety nie takich, jakich się spodziewałam. I nawet nie chodzi o to, że liczyłam, że Basia przeżyje - bardziej wierzyłam w oczyszczenie i naprawienie błędów... w pogłębienie historii i jakieś nowe spojrzenie na relacje rodzinne. Niestety historia znów prowadzi nas przez te same emocje i napięcia. Znów utknęliśmy w tym samym domu i w tych samych ranach.

Fabuła ponownie krąży wokół trudnej relacji matki i córki, tylko miejsce Basi zajęła Kasia. To właśnie ona staje się narratorką i przewodniczką po świecie, w którym dziecko musi radzić sobie z emocjonalną przemocą, chłodem i brakiem zrozumienia. Jej perspektywa jest przejmująca, ale… znajoma. Zbyt znajoma. Mamy tu właściwie tę samą historię, co we Wronach, te same mechanizmy przemocy i tę samą bezsilność dziecka wobec dorosłych, którzy powinni chronić, a ranią. 

Opis książki podkreśla, że autorka „ponownie przygląda się złu za drzwiami pozornie bezpiecznych domów” - i to prawda. Jednak dla mnie to „ponownie” stało się problemem. Liczyłam na rozwój, na to, że matka - po wszystkim, co wydarzyło się w pierwszym tomie - choć w minimalnym stopniu zrozumie swój błąd. Że pojawi się refleksja, jakaś rysa, która pozwoli zobaczyć w niej człowieka, nie tylko oprawcę. Tymczasem jej postać jest tu jeszcze bardziej zamknięta, jeszcze bardziej okrutna, jeszcze bardziej niezdolna do zmiany.

W rany to książka mocna, bolesna i dobrze napisana, ale jako kontynuacja Wron nie daje niczego, co pozwoliłoby spojrzeć na tę rodzinę inaczej. Nie ma tu ani rozwoju bohaterów, ani próby przełamania schematu, ani choćby śladu nadziei, że zło można zatrzymać.

sobota, 25 kwietnia 2026

Ocalona pamięć Biety

Wydawnictwo: Lira    
Rok wydania: 2026  
Liczba stron: 192

Cudowna łyżeczka jest opowieścią inspirowaną prawdziwym życiem Biety, czyli Elżbiety Ficowskiej, która jako niemowlę została uratowana z warszawskiego getta. Jej życie od samego początku naznaczone było wojną i niebezpieczeństwem. Miała zaledwie pół roku, gdy potajemnie wyniesiono ją na aryjską stronę i powierzono opiece Stanisławy Bussold - kobiety, która otoczyła ją troską, czułością i miłością. To właśnie dzięki niej dziewczynka mogła dorastać w świecie, który - choć nadal był pełen lęku i niepewności, to jednak dawał jej szansę na normalne dzieciństwo i względne poczucie bezpieczeństwa.

Cezary Harasimowicz prowadzi tę historię w niezwykle oryginalny sposób, czyniąc jednym z głównych bohaterów… tytułową cudowną łyżeczkę. To właśnie ona, jako część rodzinnego kompletu, trafia wraz z rodziną Rochmanów do getta i staje się cichym świadkiem wydarzeń, które w dramatyczny sposób zmieniają losy ludzi. Później, wraz z maleńką Elżunią, opuszcza getto, niosąc w sobie pamięć o tych, którzy nie mogli wyjść z niego żywi. Od tej chwili łyżeczka staje się nie tylko pamiątką po utraconym świecie, lecz także symbolem ocalenia - drobnym przedmiotem, który przetrwał dzięki ludzkiej odwadze i miłości. Towarzyszy dziewczynce w nowym życiu, łącząc przeszłość z teraźniejszością.

To, co doceniam tutaj najmocniej, to sposób opowiadania - spokojny i wyważony, a jednocześnie czuły i pozbawiony epatowania okrucieństwem. Autor nie ucieka od trudnych tematów, ale przedstawia je w sposób, który pozwala młodszemu czytelnikowi je zrozumieć i oswoić, a dorosłemu dostrzec ukryte między słowami emocje i moralne dylematy. Dzięki temu książka nie przytłacza, lecz skłania do refleksji. Do zadawania pytań...

Dla mnie... to książka o pamięci, która nie krzyczy, ale cicho trwa - w ludziach, przedmiotach i opowieściach, które warto ocalić. Pokazuje, że nawet najmniejsze rzeczy mogą nieść ogromne znaczenie i stać się mostem między przeszłością a teraźniejszością.

czwartek, 23 kwietnia 2026

Głosy, których nie chciano słyszeć

Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2026  
Liczba stron: 200

Nie byłam przygotowana na to, jak bardzo ta książka mnie uderzy... i to nie tylko jako historia, ale jako emocja. To mocna, poruszająca, ale absolutnie potrzebna książka, którą powinno się przeczytać, nawet jeśli tak mocno boli. Bo historia to nie tylko daty i wielkie wydarzenia, ale przede wszystkim ludzie i ich doświadczenia - często przemilczane.

Zieleniak nie jest kolejną opowieścią o wojnie, do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Tutaj nie ma upiększania, patosu ani bohaterskich legend. Jest za to chaos, bezsilność oraz surowa i bolesna prawda o wydarzeniach z sierpnia 1944 roku, kiedy na warszawskiej Ochocie - na terenie hali targowej przy ulicy Grójeckiej - powstał obóz przejściowy Zieleniak. Przez to miejsce - otoczone murem, pilnowane przez żołnierzy SS RONA - przeszło kilkadziesiąt tysięcy, wypędzonych z domów, cywilów.

Anna Augustyniak oddaje głos tym, które przez dekady były pomijane w oficjalnej narracji - kobietom, młodym dziewczynom, a nawet... małym dziewczynkom - ofiarom niewyobrażalnie brutalnych gwałtów, tortur i upokorzeń, jakich doświadczały na Zieleniaku (i nie tylko). Ich historie tworzą przejmujący obraz rzeczywistości, w której jedno spojrzenie czy ładna sukienka, może stać się wyrokiem, a przetrwanie zależy wyłącznie od przypadku, sprytu albo zwykłego szczęścia... Jednocześnie, gdzieś między tym wszystkim, pojawia się człowieczeństwo - drobne gesty, odruchy troski, cicha solidarność. Ten kontrast robi ogromne wrażenie.

Czytając... miałam momenty, kiedy musiałam odłożyć książkę. Nie dlatego, że jest źle napisana - wręcz przeciwnie. Styl jest bardzo dobry, wręcz hipnotyzujący. Problem w tym, że to, o czym czytamy, jest po prostu trudne do udźwignięcia. Strach, upokorzenie, walka o przetrwanie, a przede wszystkim niewyobrażalna przemoc - to wszystko uderza z ogromną siłą. Uderza i zostaje.

Pani Anno, dziękuję za tę książkę. Dziękuję, że podjęła się Pani opisać... nieopisywalne. Dzięki Pani te historie w końcu wybrzmiały - zostały ocalone od zapomnienia i dostały należne im miejsce w historii. Udokumentowała Pani traumę, a jednocześnie - przywróciła godność tym, którym ją odebrano.

niedziela, 19 kwietnia 2026

Niewypowiedziane emocje

Wydawnictwo: Axis Mundi
Rok wydania: 2026  
Liczba stron: 212

Szklana jabłoń Katarzyny Klein zaczyna się naprawdę obiecująco. Autorka powoli buduje napięcie, dając czytelnikowi poczucie, że coś ważnego wisi w powietrzu i to coś zaraz się wydarzy. Klimat jest tajemniczy, pełen niedopowiedzeń, co na początku wciąga i budzi ciekawość. Niestety, im dalej w fabułę, tym bardziej moje zainteresowanie słabło. Zamiast narastającego napięcia pojawiło się wrażenie rozwlekania i braku wyraźnego kierunku. 

W centrum opowieści stoją cztery kobiety: Magda, Renata, Jagoda i Nuszka - każda z własnym bagażem doświadczeń i emocji. Każda z nich niesie w sobie inną historię - wojny, przemocy, milczenia i traumy przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Trauma nie zostaje tu wypowiedziana wprost, ale przenika codzienność bohaterek i wpływa na ich decyzje, często zupełnie niezauważalnie. Z ich historii powoli wyłania się obraz rodziny, w której nic nie dzieje się przypadkiem, a przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. To właśnie te przemilczenia, niedopowiedzenia i ukryte emocje najmocniej kształtują relacje między kobietami i sprawiają, że ich życie jest tak silnie ze sobą powiązane.

Mimo ciekawego pomysłu na pokazanie rodzinnej historii, z kilku perspektyw, miałam poczucie, że wiele wątków zostało jedynie zarysowanych, a nie w pełni rozwiniętych. Emocje bohaterek również nie zawsze wybrzmiewają tak mocno, jakby mogłyby, jak powinny... Tak, jakby autorka nie dawała im wystarczająco dużo przestrzeni, by naprawdę wybrzmiały. I właśnie, przez to wszystko, książka momentami sprawia wrażenie bardziej skrótu najważniejszych wydarzeń niż pogłębionej, dopracowanej opowieści, która pozwala czytelnikowi w pełni zanurzyć się w losy bohaterek.

Szklana jabłoń to książka z dobrym początkiem i ciekawym klimatem, ale niestety... z niewykorzystanym potencjałem. To jedna z tych historii, które zapowiadają się naprawdę dobrze, a potem stopniowo tracą swoją siłę. Dla mnie była to raczej lektura rozczarowująca, choć niepozbawiona kilku interesujących momentów.

środa, 15 kwietnia 2026

Świadectwo przetrwania

Wydawnictwo: Axis Mundi
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 176

To nie jest powieść inspirowana wojną - to autentyczne wspomnienia Gitel Hopfeld, żydowskiej kobiety, która w czasie okupacji próbowała ocalić siebie i swoje dzieci. Jej relacja jest szczera i bezpośrednia, a jednocześnie niezwykle skromna.

Gitel Hopfeld opisuje swoją wojenną tułaczkę po okupowanej Polsce, a właściwie - nieustanne balansowanie między nadzieją a rozpaczą. Ona i jej dzieci ukrywają się w stodołach, w stogach siana i w obcych domach… czasem tylko na kilka dni, czasem na dłużej. Każda kryjówka jest jednak jedynie chwilowym schronieniem, a każdy poranek może okazać się ostatnim. Towarzyszy im ciągła niepewność: czy ktoś ich zdradzi, czy Niemcy pojawią się nagle, czy dzieci zdołają znieść głód, zimno i strach, który nigdy nie odpuszcza.

Najbardziej poruszające jest to, że jej los zależy wyłącznie od ludzi, których spotyka - często zupełnie obcych. Jedni ryzykują wszystko, by jej pomóc, inni odmawiają, boją się, albo po prostu nie chcą mieć z nią nic wspólnego. Hopfeld opisuje te spotkania z wdzięcznością, ale bez idealizowania. Nie ocenia, nie oskarża - po prostu opowiada. Pokazuje świat, w którym dobro i strach istniały obok siebie, a każdy gest pomocy był aktem odwagi.

Książka pozostawia nas z refleksją, że w czasach, kiedy wszystko sprzysięgało się przeciwko przetrwaniu, ocalenie często zależało od jednego gestu, jednej decyzji i jednego człowieka. I właśnie dlatego warto ją przeczytać - by pamiętać o tych, którzy mieli odwagę pomagać, i o tych, którzy dzięki temu przeżyli.

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Prawdziwa bohaterka z familoków

Wydawnictwo: W.A.B.
Rok wydania: 2023    
Liczba stron: 304

Magdalena Majcher opowiada historię prawdziwej lekarki, Jolanty Wadowskiej‑Król, kobiety niezwykle odważnej, która w latach 70. w Szopienicach stanęła po stronie tych, których nikt nie chciał słuchać - dzieci z familoków, zatrutych ołowiem. To nie jest zwykła powieść obyczajowa. To opowieść o determinacji, samotnej walce z systemem i o tym, jak jedna osoba może zmienić los całej społeczności.

Fabuła skupia się na pracy doktor Wadowskiej‑Król w przychodni pediatrycznej. Do jej gabinetu trafiają kolejne dzieci z niedokrwistością, opóźnione w rozwoju, słabsze niż ich rówieśnicy. Początkowo winą obarcza się biedę, zaniedbania i trudne warunki życia w familokach. Jednak po rozmowie z profesor pediatrii, lekarka zaczyna podejrzewać, że prawda jest o wiele bardziej niepokojąca. Zleca dodatkowe badania i odkrywa, że dzieci są zatrute ołowiem, a źródłem problemu jest pobliska huta.

To właśnie w tym momencie zaczyna się prawdziwy dramat. Jolanta Wadowska‑Król, kierując się troską o dzieci, decyduje się przebadać nie tylko wybraną grupę, ale wszystkie szopienickie dzieci. Wie, że to, co odkryła, może sprowadzić na nią kłopoty, ale nie potrafi odwrócić wzroku. Jej działania są jak otwarcie puszki Pandory - władze nie chcą przyznać, że huta szkodzi mieszkańcom, a ona staje się dla nich problemem. Mimo to, nie przestaje walczyć, poświęcając swój czas, prywatność, a nawet bezpieczeństwo, by ratować najmłodszych.

To, co najbardziej mnie poruszyło, to ogromna samotność tej kobiety. W świecie, w którym liczy się propaganda, a nie zdrowie ludzi, ona jedna ma odwagę powiedzieć „nie”. Jej determinacja, empatia i poczucie odpowiedzialności są niezwykłe. Majcher pokazuje ją nie jako pomnikową bohaterkę, ale jako człowieka - zmęczonego, przestraszonego, ale niezłomnego.

Trzeba również przyznać, że autorka świetnie oddaje klimat Śląska tamtych lat: familoki, ciężką pracę w hucie, biedę, ale też solidarność mieszkańców. Niemal czułam ten pył, ciasnotę mieszkań, zapach gotującej się zupy i strach matek, które nie rozumiały, dlaczego ich dzieci chorują. To wszystko sprawia, że książka jest niezwykle realistyczna i przejmująca.

To historia, która nie tylko wzrusza, ale też otwiera oczy na to, jak wiele zależy od odwagi jednostki. To opowieść o kobiecie, która mogła milczeć, ale wybrała prawdę - nawet jeśli miała ją za to spotkać kara.

niedziela, 12 kwietnia 2026

Gdy matki tracą dzieci...

Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 384

Wbrew pozorom, to nie jest książka o wojnie, jako takiej - to książka o macierzyństwie, stracie i o tym, jak daleko człowiek potrafi się posunąć, kiedy walczy o dziecko. A także - jak bardzo można kochać dziecko, nawet jeśli nie jest się jego biologiczną matką. To nie jest lekka historia do zapomnienia po zamknięciu książki, tylko taka, która zostaje w głowie i trochę... uwiera. 

W centrum historii są dwie kobiety: Maria Szaflarska i Janina Radke. Na początku dzieli je wszystko - status, charakter, sposób patrzenia na świat... Maria ma kochającego męża, dzieci, dom, stabilność. Janina - ich opiekunka, żyje w cieniu cudzej „idealności”, a co więcej - chciałaby być na miejscu Marii. Ale potem wybucha wojna. I nagle to, co je dzieliło, przestaje mieć znaczenie. Obie tracą wszystko, co najważniejsze - dzieci, dom i stabilność. Córki Marii znikają bez śladu, a i Janina zostaje porwana przez wojenną zawieruchę. Kiedy spotykają się ponownie, już po wojnie, łączy je - poza wspólną przeszłością - desperacka potrzeba odnalezienia zaginionych dzieci. 

W trakcie poszukiwań pojawia się Roman Hrabar - postać historyczna, adwokat, który odkrywa, że zniknięcia polskich dzieci były częścią niemieckiej akcji germanizacyjnej. To nadaje powieści dodatkowej głębi i realizmu.

Ta powieść mnie poruszyła. Jest emocjonalna, wciągająca i napisana tak, że czuć autentyczność wydarzeń i bohaterów. Momentami bolało czytanie o tym, jak wojna odbierała kobietom ich dzieci, ich tożsamość... ich człowieczeństwo. Maria wzbudziła we mnie ogrom współczucia - jej ból był czysty, prawdziwy, przejmujący. Janina natomiast… mimo że jej los również był tragiczny, nie potrafiłam jej polubić. Rozumiałam jej trudne doświadczenia, ale jej decyzje, tajemnice, skrywane pretensje i sposób myślenia często mnie irytowały. Jednocześnie wiem, że to wszystko czyni ją tak dobrze napisaną postacią - jest skomplikowana, niejednoznaczna, ale... prawdziwa.

sobota, 4 kwietnia 2026

Między pamięcią a ciszą

Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2026    
Liczba stron: 272

Powieść Pamięć drzewa opowiada historię dziesięcioletniego Jana, którego życie zmienia się, gdy do jego domu wprowadzają się dziadkowie. Początkowo jest to dla niego powód do radości, jednak szybko okazuje się, że w domu pojawia się napięcie, którego Jan do końca nie rozumie. Chłopiec obserwuje dorosłych, próbuje odczytać ich nastroje i zachowania, ale wiele rzeczy wymyka mu się z dziecięcej logiki. Z czasem odkrywa, że dziadek zaczyna tracić pamięć, a ta niewidzialna choroba wpływa na całą rodzinę.

Najważniejszym punktem tej historii jest relacja Jana z dziadkiem. Spędzają oni razem dużo czasu - chodzą na spacery, rozmawiają, obserwują świat i drzewa, które stają się symbolem pamięci i wspomnień. To właśnie w tych scenach widać najwięcej ciepła i autentyczności - to one nadają książce ton łagodnej melancholii.

Mimo tego nie mogę powiedzieć, że książka mnie zachwyciła. Choć temat jest poruszający, sposób jego przedstawienia nie do końca do mnie trafił. Zamiast wciągnąć mnie w świat bohatera, opowieść układała się w krótkie, szybko urywane sceny, które bardziej przypominały pojedyncze migawki niż pełną, rozwijającą się historię. Emocje pojawiały się tylko na moment, po czym znikały, zanim zdążyły naprawdę wybrzmieć. Ta fragmentaryczność sprawiła, że trudno było mi zżyć się z bohaterami i poczuć wagę ich doświadczeń - doświadczeń, które doskonale znam z własnego domu, dlatego tym bardziej liczyłam na głębsze poruszenie.

Choroba dziadka, która mogłaby stanowić emocjonalne centrum powieści, została przedstawiona bardzo subtelnie, wręcz zbyt delikatnie. Rozumiem zamysł - pokazanie świata oczami dziecka, które widzi, ale nie rozumie wszystkiego - jednak w efekcie zabrakło mi intensywności, która pozwoliłaby naprawdę wejść w tę historię. Zamiast wzruszenia pozostało wrażenie oglądania serii estetycznych, lecz ulotnych obrazów.

piątek, 3 kwietnia 2026

Mroczna układanka z obrazków

Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 272

Dziwne obrazki to jedna z tych książek, które zaczynasz czytać z ciekawości, a kończysz z poczuciem lekkiego dreszczu na plecach. Uketsu, bez skrępowania, bawi się naszymi oczekiwaniami i zmusza do myślenia... do uczestniczenia w grze.

Fabuła opiera się na serii pozornie niepowiązanych historii i tytułowych obrazków - dziwnych, niepokojących rysunków, które stopniowo zaczynają układać się w jedną, spójną i mroczną całość. Każdy z nich jest jak zagadka - trop prowadzący do czegoś znacznie bardziej przerażającego. Z czasem okazuje się, że te niewinne ilustracje skrywają historię zbrodni, traumy i ludzkich tajemnic, a wszystkie wątki łączą się w zaskakujący finał.

To, co mnie uderzyło najmocniej w tej książce, to uczucie niepokoju - takie ciche i narastające, a które nie wynika z brutalności, ale z atmosfery i niedopowiedzeń. Tę książkę nie tylko się czyta, ale wręcz analizuje - próbuje rozgryźć, a momentami wraca się do wcześniejszych stron, żeby sprawdzić, czy coś nam nie umknęło. I kiedy w końcu wszystko zaczyna się łączyć… to naprawdę robi wrażenie. Zaskakujące wrażenie. 

Dziwne obrazki są… dziwne. Ale w najlepszym możliwym sensie. To książka, która zostaje w głowie długo po tym, jak zamkniesz ostatnią stronę.

środa, 1 kwietnia 2026

Ostatni krok... na ścieżkach nadziei

Wydawnictwo: Zwierciadło
Rok wydania: 2026    
Liczba stron: 416

Kobiety z wiatru to dla mnie spokojne i przemyślane domknięcie cyklu Ścieżki nadziei. Wchodząc w tę historię, miałam wrażenie powrotu do dobrze znanego miejsca - takiego, które daje poczucie bliskości, ale jednocześnie budzi ciekawość, co jeszcze przede mną. Czuję wdzięczność, że mogłam poznać Praksedę, Anielę i Fridę oraz przejść razem z nimi przez świat, który nie zawsze pozwala swobodnie oddychać, ale mimo to uczy siły, wytrwałości i odwagi.

W III tomie Prakseda zmaga się z macierzyństwem, własnymi ambicjami i wspieraniem Edgara, który po śmierci kuzyna musi przejąć niechciany tytuł i majątek. Aniela zaś wikła się w relację niosącą poważne skutki. Próbuje uciec od samotności i pustki, ale wpada w jeszcze większy chaos. Jej historia jest tutaj najmroczniejsza i najbardziej bolesna, a jednocześnie - najbliższa memu sercu. Frida natomiast doświadcza trudnego małżeństwa i życiowych zmian. Zaczyna budować swoje życie od nowa, wśród kobiet, które ją wspierają i traktują jak równą sobie. To bez wątpienia jedna z najpiękniejszych przemian w całej serii. Każda z nich na swój sposób próbuje zawalczyć o siebie, choć nie zawsze - co oczywiste - ma ku temu warunki czy wsparcie. To, co szczególnie porusza, to ich wewnętrzna siła - cicha, często niewidoczna na pierwszy rzut oka, a jednak obecna w najtrudniejszych momentach.

Odnoszę wrażenie, że ta część jest bardziej refleksyjna i spokojniejsza w tempie, ale jednocześnie pełna trudnych emocji i napięć ukrytych między słowami. Czułam w niej ciężar decyzji, konsekwencje wcześniejszych wyborów i to nieustanne poszukiwanie własnej drogi. Autorka pięknie pokazuje, że życie rzadko daje proste odpowiedzi, a dojrzewanie do zmian bywa bolesne.

Zamykając tę książkę, miałam w sobie dużo emocji - trochę smutku, ale i nadziei. Żal było mi się rozstawać z Praksedą, Anielą i Fridą, bo przez te trzy tomy zdążyłam je naprawdę polubić i zrozumieć. Tak, nawet Anielę :) A mimo to, cieszę się, że nie będzie dalszych części - ostatnia kropka została postawiona dokładnie tam, gdzie powinna - w odpowiednim miejscu i czasie. 

poniedziałek, 30 marca 2026

W cieniu wyroku

Wydawnictwo:
 Muza
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 480

Autor - Zbyszek Nowak - zabiera nas do świata kobiet, które przekroczyły granicę, jakiej większość z nas nawet nie potrafi sobie wyobrazić - odebrały komuś życie. Ale zamiast pogonią za tanią sensacją, dostajemy coś zupełnie innego: ciszę, samotność... i ludzkie dramaty, które nie mieszczą się w prostych ocenach.

Każda rozmowa to inna historia, inne tło, inne emocje. Poznajemy nie tylko same wydarzenia, które doprowadziły do zbrodni, ale przede wszystkim drogę do niej - często naznaczoną przemocą, trudnym dzieciństwem, toksycznymi relacjami czy poczuciem bezradności. Co ważne, autor nie ocenia, nie moralizuje, nie narzuca nam - swoim odbiorcom, konkretnego punktu widzenia. 

Tym, co najbardziej mnie uderzyło, to... to, jak bardzo te historie są ludzkie. Po prostu - ludzkie. Wbrew pozorom. Pokazują, że za każdym z nich stoi człowiek z konkretnym bagażem doświadczeń. W trakcie czytania wielokrotnie łapałam się na tym, że próbuję zrozumieć, co musiało się wydarzyć, żeby ktoś znalazł się w takim miejscu swojego życia. To trudne i momentami bardzo przytłaczające, ale też niezwykle ważne. Książka otwiera oczy i serce. Nie daje prostych odpowiedzi, ale zostawia z ważnymi pytaniami - o granice, o przemoc, o odpowiedzialność, o to, jak bardzo okoliczności mogą pchnąć człowieka w stronę, z której ciężko jest zawrócić. 

To dobra książka. Dobra, bo uczciwa. Dobra, bo pokazuje, że za każdym czynem stoi człowiek, a za każdym człowiekiem historia, której nie znamy. Dobra, bo zmusza do refleksji, a nie do wydawania szybkich wyroków.

sobota, 21 marca 2026

Trzy imiona, trzy światy

Wydawnictwo: Marginesy    
Rok wydania: 2026    
Liczba stron: 496

Trzy imiona Ludki to książka, która porusza najczulsze struny i dotyka tego, co w człowieku najbardziej kruche. To opowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości, o ranach trudnych do nazwania oraz o ludziach, którzy pojawiają się w życiu dziecka niczym światło i cień - jedni przynoszą ukojenie i nadzieję, inni pozostawiają ślady, które nie znikają mimo upływu czasu.

Już od pierwszych stron wchodzimy w świat pełen tajemnic, niedopowiedzeń i emocji. Ludka nie jest bohaterką jednowymiarową - przeciwnie, jej historia pokazuje, jak bardzo człowiek może się zmieniać pod wpływem doświadczeń, jak różne „wersje siebie” nosimy w sobie i jak trudno czasem pogodzić przeszłość z teraźniejszością.

Książka opowiada historię dziewięcioletniej Ludki Nowak, która po II wojnie światowej trafia do Barcelony razem z grupą polskich sierot. Dzieci te zostały wcześniej porwane przez nazistów i poddane germanizacji, przez co wiele z nich straciło pamięć o swoim pochodzeniu, języku i rodzinie. W nowym miejscu Ludka stopniowo próbuje odzyskać swoją tożsamość - pomaga jej w tym przyjaźń z Emmą oraz opiekunowie, którzy organizują dla dzieci szkołę i wsparcie. Z czasem zaczynają wracać wspomnienia, a bohaterka podejmuje próbę odkrycia swojej prawdziwej przeszłości i imienia.

Ludka... jest dziewczynką, której życie naznaczone jest trudnymi doświadczeniami i koniecznością przyjmowania różnych tożsamości. Trzy imiona nie są tu tylko symbolem, ale odzwierciedleniem jej losów, zmian i prób przetrwania w świecie, który nie zawsze daje wybór. Poznajemy jej historię etapami, odkrywając kolejne warstwy przeszłości, które stopniowo układają się w poruszającą i momentami bardzo bolesną całość.

Najbardziej poruszyło mnie to, jak autorka buduje napięcie.. nie poprzez spektakularne zwroty akcji, ale przez emocje - ciche, momentami wręcz duszące. Są tu chwile niepokoju, wzruszenia, ale też refleksji nad tożsamością, pamięcią i tym, kim jesteśmy w oczach innych, a kim dla samych siebie. Czy naprawdę mamy jedno życie i jedną historię, czy może kilka równoległych, które splatają się w jedną opowieść?

Książka ta - oparta na prawdziwych wydarzeniach - pokazuje losy dzieci, którym wojna odebrała rodzinę i poczucie przynależności. Pokazuje, jak silny może być wpływ wojny na psychikę dziecka oraz jak trudne jest odbudowanie poczucia przynależności. Jednocześnie jest to opowieść o nadziei, przyjaźni i wewnętrznej sile, która pozwala odnaleźć swoje miejsce w świecie mimo traumatycznych doświadczeń. To jedna z tych książek, które nie krzyczą, tylko szepczą - i właśnie dlatego trafiają tak celnie.

wtorek, 10 marca 2026

W cieniu wojny

Wydawnictwo: We need YA
Rok wydania: 2023
Liczba stron: 414

Ta książka wciąga od razu - jest intensywna, pełna trudnych emocji, bólu, strachu i tej cichej... upartej nadziei. I choć bez wątpienia, jest to opowieść o okrucieństwie wojny, to przede wszystkim, jest to historia o młodej dziewczynie, która próbuje odnaleźć sens w świecie, w którym wszystko zostało wywrócone do góry nogami.

Główna bohaterka - Salama, jeszcze niedawno była studentką farmacji. Miała marzenia, plany na przyszłość i spokojne życie. Wszystko zmienia się w momencie, gdy w Syrii wybucha rewolucja. Zamiast studiować i myśleć o przyszłości, Salama zaczyna pracować jako wolontariuszka w szpitalu, gdzie każdego dnia walczy o życie rannych. Widzi cierpienie, śmierć i strach. Jej  codzienność to ciągłe balansowanie między obowiązkiem a lękiem... między chęcią ucieczki a lojalnością wobec tych, których kocha. 

Każdy rozdział dokłada kolejną cegiełkę do obrazu świata, który pęka w szwach, a mimo to w tej historii pojawia się też wątek miłosny - subtelny, delikatny, nieprzesłodzony. To nie jest romans, który przykrywa tragedię. To raczej maleńki promień światła, który pozwala bohaterce nie zwariować i przypomina, że nawet w najciemniejszych czasach - wśród ruin, można znaleźć przestrzeń na czułość, miłość, przyjaźń i nadzieję.

Zoulfa Katouh pisze w sposób obrazowy i emocjonalny. Jej styl jest lekki, ale jednocześnie pełen ciężaru - takiego, który skłania do refleksji. Autorka nie ucieka od trudnych tematów, ale też nie epatuje brutalnością. Zamiast tego pokazuje wojnę oczami zwykłych ludzi, którzy chcą tylko przetrwać kolejny dzień. I właśnie to sprawia, że ta historia tak mocno uderza - bo jest prawdziwa w swojej prostocie, w emocjach, w codziennych wyborach, które dla bohaterów stają się kwestią życia i śmierci.

Książka zostawia po sobie ślad. Taki cichy, ale uporczywy - jakby coś w środku przesunęło się o milimetr i już nie wróciło na swoje miejsce. Dopóki rosną cytrynowe drzewa to opowieść, która boli i jednocześnie zmusza do zatrzymania się na chwilę. Przypomina, że nawet w świecie pełnym chaosu istnieją rzeczy, które dają siłę, by kochać, walczyć i wierzyć, że gdzieś tam, za horyzontem, czeka lepsze jutro. Symboliczne cytrynowe drzewa stają się właśnie takim przypomnieniem, że życie mimo wszystko wciąż trwa, a nadzieja może przetrwać nawet w świecie ogarniętym wojną.

poniedziałek, 2 marca 2026

Siła cichego oporu

Wydawnictwo: Literackie
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 496

Zachwyciłam się… od pierwszych stron. W tej historii jest coś tak prawdziwego, tak głęboko ludzkiego, że trudno przejść obok niej obojętnie. To opowieść o wojnie, ale nie o tej pełnej bitew czy wielkich bohaterów. To wojna widziana z bliska - przez pryzmat zwykłego człowieka, jego codziennych lęków, małych gestów i słów, które potrafią podtrzymać na duchu wtedy, gdy wszystko inne się rozpada.

Akcja powieści - inspirowana prawdziwymi wydarzeniami - rozgrywa się w 1943 roku, na okupowanej przez Niemców wyspie Jersey. To miejsce odcięte od świata, duszne od strachu i głodu. W tej klaustrofobicznej przestrzeni szczególnie wyraźnie widać, jak bardzo ludzie potrzebują choćby odrobiny światła - czegoś, co pozwoli im pamiętać, że poza wojną istnieje jeszcze inny świat.

W takim właśnie mroku rodzi się niezwykła inicjatywa - Wojenny Klub Książki. Jego pomysłodawczynią jest Grace La Motté - bibliotekarka o nieugiętym sercu i cichej determinacji. Zakładając klub, daje mieszkańcom wyspy bezpieczne miejsce do spotkań, rozmów i wspólnego czytania. Te spotkania stają się dla nich jak oddech - krótki, ale konieczny, by przetrwać kolejny dzień.

U boku Grace stoi jej przyjaciółka Beatrice (Bea) Gold - listonoszka, której codzienność balansuje na granicy ryzyka. Bea przechwytuje donosy kierowane do niemieckich władz. Niszczy je lub ukrywa, a czasem ostrzega tych, których nazwiska pojawiają się na kartkach pisanych z lęku lub z desperacji. To praca niewidoczna, pozbawiona świadków, a jednak obarczona ogromną odpowiedzialnością. Jedno ocalone nazwisko, jeden zniszczony list może oznaczać czyjeś życie. Bea działa w ciszy, z pozoru zwyczajnie.

To właśnie Grace i Bea są sercem tej opowieści - dwie kobiety, które w świecie pełnym terroru odnajdują w sobie siłę, by chronić innych. Ich losy splatają się z historiami mieszkańców Jersey, ludzi zmagających się z głodem, strachem i samotnością, ale też z niegasnącą potrzebą bliskości. Kate Thompson z wielką wrażliwością pokazuje, jak w mroku okupacji rodzi się wspólnota. Jak ludzie - mimo strachu i niepewności - potrafią trwać przy sobie, wspierać się i podtrzymywać na duchu. To właśnie w tych relacjach, w codziennych wyborach i w cichych aktach solidarności odsłania się prawdziwa siła bohaterów.

W tej książce najmocniejsze są właśnie te pozornie małe i ciche akty dobra. To one pokazują, że w czasach największego mroku, największą siłę mają słowa, przyjaźń i odwaga zwyczajnych ludzi. Grace i Bea przypominają, że świat można ocalić po cichu - strona po stronie, gest po geście, człowiek po człowieku. Że nawet najmniejszy płomyk potrafi rozświetlić najgłębszą ciemność.

poniedziałek, 23 lutego 2026

Siostrzane więzi

Wydawnictwo: Zwierciadło
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 416

Północne siostry to drugi tom cyklu Ścieżki nadziei, w którym Magda Knedler po raz kolejny udowadnia, że doskonale odnajduje się w opowieściach osadzonych w XIX-wiecznych realiach. Autorka z dużą wrażliwością splata tło historyczne z intymną historią rodzinną, koncentrując się na losach dwóch sióstr - Praksedy i Anieli, których relacja nabiera nowego kształtu.

Akcja powieści rozpoczyna się w momencie szczęścia Praksedy, która jako młoda mężatka wyrusza w podróż poślubną, przekonana, że jej życie wreszcie nabrało harmonii. Spokój ten zostaje jednak dość szybko zakłócony przez wiadomość od Anieli. List wysłany z Rügen - miejsca pięknego, a jednocześnie owianego pewną tajemnicą - niesie ze sobą niepokój i zapowiedź tragedii. Wydarzenia, które tam się rozegrały, zmuszają bohaterów do powrotu do spraw dawno przemilczanych i konfrontacji z prawdami, które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

Magda Knedler z dużą subtelnością oddaje emocje swoich bohaterów: strach, poczucie winy, nadzieję i pragnienie zrozumienia. Narracja prowadzona jest w sposób wyważony - nie epatuje dramatem, a jednocześnie konsekwentnie buduje napięcie i pozwala śledzić wewnętrzne przemiany postaci. Autorka stawia pytania o odpowiedzialność za własne decyzje, o znaczenie rodzinnych więzi oraz o to, czy możliwe jest prawdziwe przebaczenie.

Szczególnie ujmuje sposób, w jaki Knedler tworzy swoje bohaterki - wielowymiarowe, niejednoznaczne, obdarzone zarówno siłą, jak i słabościami. Każda z sióstr niesie własny bagaż doświadczeń, a ich historie odsłaniają się stopniowo, w naturalnym rytmie opowieści.

Północne siostry to powieść o kobietach i o relacjach, które potrafią jednocześnie ranić i dawać oparcie. To książka nastrojowa, refleksyjna i poruszająca, która zostaje z czytelnikiem na dłużej i skłania do zatrzymania się nad tym, jak przeszłość wpływa na nasze wybory.

sobota, 14 lutego 2026

Dwie siostry - dwa światy

Wydawnictwo: Zwierciadło
Rok wydania: 2025
Liczba stron: 352

Noworoczne panny to pierwsza część cyklu Ścieżkami nadziei - powieści historycznej osadzonej w epoce przemian społecznych oraz sztywnych reguł, wyznaczających pozycję kobiet w świecie arystokracji i mieszczaństwa.

Fabuła koncentruje się na losach dwóch przyrodnich sióstr - Praksedy i Anieli Krukowieckich. Choć wychowywały się w tym samym domu, ich życie od początku kształtowały zupełnie odmienne doświadczenia. Aniela, córka pierwszej żony - arystokratki - cieszy się wysokim statusem społecznym i bez trudu odnajduje się w świecie konwenansów. Prakseda natomiast, jako dziecko mezaliansu, przez większość życia doświadcza pogardy i odrzucenia, także ze strony własnej rodziny.

Po śmierci ojca losy sióstr zaczynają się gwałtownie zmieniać. Prakseda otrzymuje propozycję zamieszkania z matką we Wrocławiu (ówczesnym Breslau) - mieście tętniącym życiem artystycznym i społecznym, które staje się dla niej szansą na nowy początek. Wierzy, że w nowym miejscu zdoła odnaleźć własną wartość, niezależną od opinii otoczenia. Tymczasem Aniela zostaje uwikłana w aranżowane małżeństwo z hrabią, którego ani nie zna, ani nie kocha, co szybko prowadzi do napięć i komplikacji w jej życiu osobistym.

Noworoczne panny prowadzą czytelnika przez złożone relacje rodzinne, w których przeszłość i skrywane tajemnice silnie wpływają na teraźniejsze decyzje bohaterów. Autorka kreśli wielowymiarowy obraz sytuacji kobiet w XIX wieku - świata, w którym ich wybory były podporządkowane pochodzeniu, konwenansom i oczekiwaniom społecznym. Szczególnie wyraźnie widać to w historii Praksedy, stopniowo próbującej zbudować własne życie po latach odrzucenia, oraz Anieli, której decyzje - pozornie zgodne z obowiązującymi normami - dopiero po ślubie zaczynają ujawniać swoje bolesne konsekwencje.

Magda Knedler z dużą dbałością oddaje realia epoki, skupiając się na relacjach społecznych, różnicach klasowych oraz codzienności kobiet tamtych czasów. Wyraźny jest kontrast między środowiskiem artystów i mieszczaństwa, pełnym energii i zmian, a światem arystokracji, gdzie status i opinia otoczenia często okazują się ważniejsze niż osobiste szczęście. Bohaterki mają jasno określone motywacje i wewnętrzne konflikty: Prakseda dąży do niezależności i godnego życia, natomiast Aniela musi zmierzyć się z rzeczywistością, która początkowo jej sprzyjała, by z czasem stać się źródłem coraz większego ciężaru. Autorka nie narzuca ocen, pokazując różne perspektywy i pozostawiając czytelnikowi przestrzeń do własnych refleksji. Dobrze oddane tło historyczne sprawia, że łatwo zanurzyć się w realiach XIX wieku i lepiej zrozumieć ograniczenia, z jakimi mierzyły się ówczesne kobiety.

Noworoczne panny to przemyślana i klimatyczna powieść historyczna, w której fabuła koncentruje się wokół rodzinnych relacji, nierówności społecznych oraz prób odnalezienia własnej tożsamości w epoce niesprzyjającej kobietom. To książka, którą czyta się przede wszystkim dla bohaterek, ich wyborów i przemian zachodzących pod wpływem wyzwań, jakie stawia przed nimi życie.

poniedziałek, 9 lutego 2026

Folklor, magia i... niedosyt

Wydawnictwo: Kobiece
Rok wydania: 2020
Liczba stron: 328

Dom na kurzych łapach to baśniowa opowieść dla młodszych czytelników, która łączy folklor i fantazję. Główną bohaterką jest dwunastoletnia Marinka, która mieszka w niezwykłym domu… na kurzych łapach - razem z babcią, zwaną Babą Jagą. Babcia jest Strażniczką Bramy między światami i pomaga duszom zmarłych bezpiecznie przejść na drugą stronę. Dom z kolei, żyje własnym życiem i wędruje po świecie tak, jak chce i gdzie chce.

Fabuła kręci się wokół wewnętrznego konfliktu Marinki: dziewczynka marzy o normalnym życiu, przyjaciołach i zwyczajnych radościach, a tymczasem została wychowana wśród umarłych i w przyszłości ma przejąć obowiązki babci. Gdy zaprzyjaźnia się z tajemniczą dziewczynką ze świata umarłych i łamie pewne zasady, zaczynają się kłopoty - Baba Jaga znika, a Marinka musi stawić czoła swojej nowej roli i odnaleźć babcię, nawet jeśli oznacza to konfrontację z własnym przeznaczeniem.

Książka ma swoje mocne strony: oryginalny klimat, folklor i baśniowe elementy, które nadają historii lekkości i uroku. Autorka porusza też poważniejsze tematy - samotność, odpowiedzialność, żałobę i poszukiwanie własnej drogi - co dla młodszych czytelników może być wartościową lekcją.

Mimo tych zalet odnoszę wrażenie, że nie jest to książka dla każdego. Dla mnie fabuła momentami była zbyt refleksyjna i mało dynamiczna, przez co czytało się ją nierówno - raczej bez większego zaangażowania. Dużo miejsca poświęcono wewnętrznym rozterkom Marinki, co nie zawsze mnie wciągało. Sama bohaterka jest jednak wiarygodna jako dojrzewająca dziewczynka i ogólnie sympatyczna.

Ostatecznie Dom na kurzych łapach to klimatyczna lektura, która może trafić do czytelników lubiących spokojne, baśniowe historie, choć niekoniecznie zachwyci tych, którzy oczekują dynamicznej akcji lub... jakiejkolwiek akcji.

piątek, 6 lutego 2026

Salon pełen historii

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 270

Po książkę Wszystko na mojej głowie sięgnęłam przede wszystkim ze względu na okładkę, która od razu przyciągnęła mój wzrok. Jej subtelny i pełen ciepła wygląd zapowiadał historie o ludzkich doświadczeniach, emocjach i relacjach.

Akcja książki rozgrywa się w Krakowie, w kameralnym salonie fryzjerskim prowadzonym przez Ritę - naszą główną bohaterkę. To miejsce niezwykłe, ponieważ klienci przychodzą tu nie tylko po zmianę fryzury, lecz przede wszystkim po rozmowę, zrozumienie i chwilę wytchnienia. Każdy rozdział przedstawia historię innej osoby, która siada na fotelu Rity i dzieli się swoimi problemami, emocjami oraz trudnymi doświadczeniami.

Rita ukazana została jako osoba wyjątkowo empatyczna, uważna i wrażliwa - potrafiąca słuchać i wspierać innych w trudnych chwilach. Zawsze gotowa nieść pomoc i radę. Jej postawa sprawia wrażenie niemal anielskiej cierpliwości i nieustającej dobroci, co teoretycznie powinno budzić sympatię. Niestety, właśnie ta niemal idealna kreacja sprawiła, że nie potrafiłam jej polubić. Rita wydaje się pozbawiona wad, zawsze „wiedząca lepiej” i nieomylnie wyczuwająca emocje swoich klientów. Brakuje jej autentycznych słabości czy potknięć, które mogłyby uczynić ją bliższą czytelnikowi. W efekcie trudno było mi się z nią utożsamić i uwierzyć w jej autentyczność - zamiast postaci z krwi i kości, miałam wrażenie, że patrzę na symboliczny ideał empatii, a nie na człowieka, którego życie jest równie skomplikowane i pełne sprzeczności, jak większości z nas.

W przeciwieństwie do głównej bohaterki, historie jej klientów są znacznie bardziej zróżnicowane i „ludzkie”, choć w większości nie wywarły na mnie większego wrażenia. Mimo, że poruszają niezwykle ważne tematy i mają spory potencjał, wiele z tych opowieści okazało się przewidywalnych i powierzchownych, przez co trudno było poczuć prawdziwe zaangażowanie w losy bohaterów. Właściwie tylko trzy rozdziały - historia Ewy, historia Edyty oraz historia Darii - zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie. Te opowieści wydały mi się najbardziej autentyczne, dopracowane i wręcz chwytające za serducho.

Wszystko na mojej głowie to książka, która potrafi zaciekawić i poruszyć kilkoma naprawdę autentycznymi historiami. Niestety, całość nie wywołała we mnie efektu „wow”. Choć poruszane tematy są istotne i emocjonujące, postać Rity - niemal idealna - nieco zaburza odbiór i utrudnia utożsamienie się z opowieścią. Mimo to, książka ma swoje mocne momenty i potrafi wzbudzić refleksję, pozostawiając wrażenie lektury przyjemnej, choć nie do końca porywającej.

poniedziałek, 2 lutego 2026

Małe cuda codzienności

Wydawnictwo: Znak Literanova
Rok wydania: 2024
Liczba stron: 304

Nietuzinkowy sklep całodobowy to powieść o niezwykłych spotkaniach i drobnych gestach, które potrafią odmienić życie zwykłych ludzi...

Książka skupia się na małym, niepozornym sklepie całodobowym w Seulu, prowadzonym przez starszą panią Yeom. Pewnego dnia, dzięki pomocy bezdomnego mężczyzny, odzyskuje ona zagubione dokumenty, a poruszona jego historią zatrudnia go w sklepie. Dokko - choć sam zagubiony i milczący, zaczyna stopniowo wprowadzać w życie pracowników i klientów pozytywne zmiany. Daje ludziom otuchę, uczy ich odwagi i skłania do refleksji nad własnym życiem, nie narzucając się przy tym, ani nie oferując gotowych rozwiązań.

Każdy rozdział to krótkie historie kolejnych klientów sklepu i ich prywatne wyzwania, które w zetknięciu z dobrocią Dokko zaczynają się przeobrażać. Nie są to nagłe i spektakularne przemiany, lecz ciche, realistyczne zmiany w sposobie myślenia, i postrzegania własnego życia. Autor pokazuje, że nawet krótkie rozmowy, uważność i zwykła ludzka obecność mogą mieć znaczenie - czasem większe niż wielkie deklaracje czy dobre rady. Dzięki temu powieść ma spokojny, niemal terapeutyczny rytm, sprzyjający wyciszeniu i refleksji.

Ostatni rozdział zrobił na mnie szczególne wrażenie, ponieważ to w nim w sposób subtelny, autor związał losy bohaterów i pokazał, jak bardzo ich drobne gesty i przemiany wpłynęły na życie innych. To tam w pełni wybrzmiewa temat przewodni powieści - że dobroć, empatia i otwartość na drugiego człowieka mają realną moc przemiany, nawet jeśli zaczynają się od pozornie niewielkich chwil. Ten finał dodaje całości refleksyjnej głębi i sprawia, że historia zamyka się w sposób harmonijny, dając poczucie ukończenia i nadziei.

Choć książka nie wywołała u mnie efektu „wow”, to jednak - jej przyjemna, niosąca pozytywne przesłanie opowieść, pozostawia po sobie miłe uczucie.