Rok wydania: 2026
Liczba stron: 440
Lato, by Cię odzyskać... nie jest złą książką, ale też nie zostawia nic, co by człowieka na dłużej zatrzymało. Romans jak romans: dawna miłość, włoskie tło, trochę nostalgii, trochę niedopowiedzeń. Wszystko poprawne, ale nic nie wybrzmiewa. Ot, takie czytało. I tyle.
Książka opowiada historię Jasmine, która wyjeżdża na ślub przyjaciół. Wśród zaproszonych gości znajduje się Andréa - jej pierwsza i najważniejsza miłość. Ich ponowne spotkanie nie jest wielkim dramatem ani fajerwerkami - raczej takim cichym, nieco niekomfortowym drgnięciem, które przypomina, że pewne emocje wcale nie znikają, tylko czekają, aż znów się na nie natkniesz.
Już od początku czułam, w którą stronę to wszystko pójdzie i nic po drodze mnie nie zaskoczyło. Czytałam, przewracałam strony, ale brakowało mi tego momentu, który naprawdę przyciąga uwagę i sprawia, że człowiek chce zostać w historii trochę dłużej. Bohaterowie niby nie są źli, ale nie udało mi się złapać z nimi większej więzi. Nie kibicowałam im - raczej obserwowałam z dystansu. Niby coś między nimi iskrzyło, niby pojawiały się uczucia, ale ja nie poczułam tej chemii i napięcia, które powinny wybrzmieć w romansie. Ich relacja jest bardziej opowiedziana niż przeżyta.
To jest książka, którą można przeczytać na wakacjach, na plaży, w pociągu - i nie mieć poczucia straconego czasu. Ale też nie mieć poczucia, że się przeżyło coś fajnego. Po prostu: przeczytane, odłożone, koniec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz