Pages - Menu

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Tajemnicze morderstwo z Arabią Saudyjską w tle

Wydawnictwo: Książnica
Rok wydania: 2011
Liczba stron: 392

Kiedy zaczęłam czytać Ślad na piasku miałam wrażenie, że trafiłam na wciągającą i ciekawą książkę. Zupełnie inną niż te, które w ostatnim czasie czytałam. Niestety im dalej w las, tym czułam coraz większy niedosyt. Niby nie było źle, ale... zdecydowanie zabrakło jakiś głębszych emocji i napięcia. Całość sprawia wrażenie lekko przegadanej, przez co czytanie szło mi dość wolno. 

Zaczyna się ciekawie - od zaginięcia Nuf, szesnastolatki z zamożnej i wielce szanowanej rodziny. Wydaje się, że dziewczyna uciekła, choć nikt nie potrafi wskazać powodów, jakie miałyby nią kierować. Podjęta akcja poszukiwawcza kończy się już po kilku dniach... odnalezieniem ciała Nuf na pustyni. Oficjalnie - dziewczyna utonęła. Jej ciało jednak posiada ślady - otarcia na nadgarstkach czy ranę na głowie, które zdają się przeczyć tej wersji. Dla rodziny, która chce uniknąć oficjalnego dochodzenia, nie ma to jednak znaczenia. Nuf nie żyje - i koniec. Na szczęście są osoby, którym zależy na poznaniu prawdy. Najir - przewodnik pustynny i Katia - pracownica laboratorium kryminalistyki, początkowo mimochodem wplątani zostają w ciąg wydarzeń, z czasem jednak - już na własną rękę, podejmują działania mające wyjaśnić zagadkową śmierć dziewczyny.

Śledztwo nie jest łatwe. Sam fakt, że Nijir i Katia nie mogą w spokoju ze sobą porozmawiać czy przebywać w swoim towarzystwie bez obawy, że ktoś doniesie na nich policji religijnej - jest wystarczającą komplikacją. Nie są bowiem małżeństwem i prawo zakazuje im jakiejkolwiek formy kontaktu bez udziału osób trzecich - rodziny czy ochroniarza. Dowodów też mają niewiele. Wszystko co posiadają to wyłącznie poszlaki i ich własne przypuszczenia, a na rodzinę Nuf liczyć nie mogą, bo ta przecież nie jestem zainteresowana prawdą. Na szczęście Najir i Katia nie zamierzają się poddać i im więcej odkrywają, tym bardziej pragną rozwiązania zagadki.

Książkę czyta się bez większych emocji. Wątek kryminalny raczej nie trzyma nas w napięciu. Akcja płynie wolno i spokojnie. Nie znajdziemy tutaj szalonych pościgów, walki, broni czy makabrycznych opisów zbrodni. Mimo to warto jednak, kiedy się już rozpocznie czytanie, dotrwać do końca, bo zakończenie choć nie jest może jakimś wielkim "boom", to z pewnością... jest zaskakujące. Jest jeszcze jeden powód, dla którego warto dotrwać do końca, a mianowicie... ciekawe tło, a w tym przypadku - ujęcie kultury islamskiej z punktu widzenia mężczyzny o bardzo tradycyjnych poglądach. Zazwyczaj spotykamy się z kobiecym spojrzeniem na życie w Arabii Saudyjskiej. Na zasady, które tam panują i ograniczenia, które dotykają właśnie kobiet. Tutaj dzieje się rzecz niesłychana - nie dość, że na kobietę, religię, zakazy i nakazy spoglądamy męskim okiem, to jeszcze odkrywamy, że mężczyźni bywają tak samo uwięzieni przez tradycję islamską. Oczywiście jest to uwięzienie wyłącznie mentalne, które w żaden sposób nie zmniejsza przepaści pomiędzy obiema płciami, ale dla przyzwoitego i uczciwego dorosłego mężczyzny jest ogromnie kłopotliwe.

Podsumowując - bez szału i fajerwerków, ale jeśli się lubi takie klimaty, to można czytać :)

czwartek, 10 sierpnia 2017

Kruszenie muru

Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 300

Nie czytam młodzieżówek - raz, że czuję się na nie zbyt stara, a dwa - no cóż... one po prostu wydają mi się płaskie. Czasem jednak pojawia się taka książka - taka młodzieżówka, której nie mogę wybić sobie z głowy zwłaszcza, kiedy wszyscy wokół tak bardzo ją chwalą. Wtedy myślę sobie, okey - dam jej szansę, może mnie czymś zaskoczy? I fakt, jestem później zaskoczona, ale nie książką, a swoją naiwnością - nie dość, że jestem stara, to jeszcze... głupia. Ot co!

Simon ma 16 lat, nieszablonowych rodziców i na pozór spokojne, uporządkowane życie. Jest typem idealnego przyjaciela - takiego, który chce i potrafi wysłuchać drugą osobę. Dzięki temu doskonale zna swoich przyjaciół, w przeciwieństwie do nich... Oni bowiem nie wiedzą, że Simon skrywa pewną tajemnicę. Wie o niej tylko Blue - chłopak poznany w internecie, z którym koresponduje mailowo. Tych dwoje bardzo wiele łączy i to nie tylko wspólna szkoła czy nauczyciele, ale przede wszystkim - orientacja seksualna. Oboje są gejami. Początkowo ich relacja jest dość niewinna z czasem jednak nabiera rozpędu. Blue daje mu możliwość bycia sobą i okazywania uczuć, które Simon do tej pory głęboko ukrywał. I kiedy wreszcie zaczyna wierzyć, że "spotkał" swoją bratnią duszę, wtedy pojawia się on - Martin, szkolny błazen, który całkiem przypadkowo odkrywa tajemnicę Simona, a co gorsza - zaczyna go szantażować. Chłopak domaga się, by Simon pomógł mu zbliżyć się do Abby, swojej przyjaciółki. W przeciwnym razie cała szkoła dowie się o wszystkim. Co zrobi Simon, podda się szantażowi? A może zdecyduje się na coming out? Odpowiedzi szukajcie w książce... (choć nieszczególnie polecam)

Podoba mi się, że Becky Albertalli podejmuje się tak istotnej tematyki, szkoda tylko, że czyni to w tak lekki i przesłodzony sposób. Niemal oderwany od rzeczywistości. Przykład? Bardzo proszę, mam idealny - reakcja rodziny Simona na wiadomość o jego orientacji seksualnej
Skarbie - odzywa się mama. - To... Boże, to... dziękuję, że nam powiedziałeś. - Wow, braciuszku. Gratulację - mówi Alice. - Gejem, mówisz? - To tata.- Porozmawiaj o tym ze mną. - Ulubiony tekst psychologiczny mojej mamy. Patrzę na nią i wzruszam ramionami. - Jesteśmy z ciebie dumni - dodaje. (s.163)
Owszem, nie wiem, jak wyglądają takie rozmowy, ale... powyższa reakcja wydaje się być raczej mało prawdopodobna. Podobnie zresztą, jak reakcja innych uczniów z jego szkoły. Uwierzycie, że każdy zachowywał się tak, jakby nic się nie stało? Jakby było to coś... zwyczajnego. Coś z czym spotykamy się na co dzień. Ta wszechobecna słodycz zniechęcała mnie do czytania. Sprawiała, że czułam się znużona lekturą. Nie potrafiłam przekonać się ani do Simona, ani tym bardziej przeżywać wraz z nim jego rozterek. Zamiast aktywnym uczestnikiem, byłam wyłącznie biernym obserwatorem, niemogącym się doczekać końca.

Jak dla mnie książka Simon oraz inni homo sapiens z pewnością nie jest wciągająca. Nie jest nawet zabawna. A już na pewno nie jest niezwykle wzruszająca - jak czytamy na okładce. Powiedziałabym raczej, że jest to przereklamowany i niedopracowany debiut z wyjątkowo płaskimi i nudnymi bohaterami. Trudno szukać tu głębi, emocji i realizmu. Chyba pouciekały do innych książek.

środa, 2 sierpnia 2017

Lipcowe

Lipcowe zdobycze... sorry porfel